niedziela, 30 czerwca 2013

ROZDZIAŁ II
CZYLI
,, PRAWDZIWA MIŁOŚĆ NAJCZĘŚCIEJ
ROZPOCZYNA SIĘ OD PIJAŃSTWA '' 


- Skarbieeeeee... Wstawaj noooo... - usłyszałam ciche mruczenie nad uchem i poczułam jego ciepłą dłoń na policzku
- Jak śmiałeś wtargnąć na mój teren prywatny ?. - zapytałam oburzona odwracając się plecami do niego
- Twoi rodzice - odpowiedział szybko z wyszczerzem na twarzy
- Vrr ... Ale dzisiaj piątek ! JA CHCĘ SPAĆ ! - krzyknęłam
- Ej! Piątek piątkiem, ale do szkoły chodzić musisz !
- Wcale że nie - nacioągnęłam kołdrę
- No to chociaż wstaań - powiedział niechętnie - I się ubierz, oczywiście - dodał ze śmiechem
- Po co ?. A tak w ogóle to ty lepiej zapierdalaj do szkoły - wymamrotałam
- Pfhah ! Myślisz, że zostawię cię samą ?! Jeszcze czego !
- Eheeeem
- Coś ty taka markotna dzisiaj ?! Okres masz czy co ?!
- Dominic, goniła cię kiedyś doniczka ... ?.
- Tak, a co ?.
Na te słowa szybko podniosłam się, żeby popatrzeć w te jego urocze ślepia
- No wiesz ... Nie ogarniam dzieffczynek kiedy mają okres - zaśmiał się robiąc ponurą minę
- Złe Stworzenie z ciebie ... - mruknęłam
- Ah tak ?! Czyli nie chcesz, żebym cię przytulił ?!
- Możesz być Złym Stworzeniem, ale przytulić mnie możesz  - skubaniec położył się już na moim łóżku. Rzuciłam się na niego i wtuliłam się w jego klatkę piersiową
- No to jakie plany na dzisiaj ?. - usłuyszałam głos mojego taty w drzwiach. Przestraszyłam się trochę. Ale jednak zdziwiło mnie to, że nie ma go w pracy jeszcze
- Zgodnie z planem - powiedział spokojnie mój towarzysz
- Tak jest kapitanie - zaśmiał się po czym wycofał się z pomieszczenia
- Czy ja oczymś nie wiem ?! - spojrzałam lekko przerażona startując do niego z poduszką
- Hmmm ... Zawieziemy cię windą do nieba !
- Ją to raczej windą ale do piekła
Odwróciłam się i zobaczyłam Kat . Rzuciłam się ją przytulić . Tańczyłyśmy jak dwa pijane pingwiny
- Kaśkaa ...
- Hmm ... ?.
- Wiesz, że nadal masz na sobie majtki ?. - dziewczyna się zaśmiała . Szybko spojrzałam w dół i zobaczyłam swoje żółte majteczki z zieloną koronką i żabką na tyłku
- Mogłabyś wreszcie dorosnąć - zobaczyłam Pat wychylającą się zza Kats.
- Mogłeś mi powiedzieć, bym się chociaż ubrała - pierdolnęłam poduszką Dominika w łeb
- Mówił ci, że mogłabyś wstać i się ubrać - usłyszałam Damiena
- A ty to won mi stąd - Dominic przytrzasnął nos koledze w drzwiach zamykając je
- Damien, cichaj prawiczku! - krzyknęłam a wszyscy się zaśmiali
- Dobra idźcie, dajcie jej się ubrać
- A ty ?. - zapytałam patrząc na mój ideał
- Zostaję - wyszczerzył usta w uśmiechu pokazując swoje równe zębiska xd
- To nie fear!
- Sio ! Ona jest moja !
- Mogę już ?. - spytałam ze śmiechem
- Czekaj ... Damien ! Wykurwiaj ty cwelu od tej dziurki od klucza!
- Kurwa, kapł się!
Wywróciłam oczami. Mogłam się tego spodziewać.


(*)


,, Przepraszam, ale dzisiaj wyjeżdżam do Sandomierza.
Wracam za tydzień ''
Czarnowłosy mężczyzna odczytał wiadomość na ekranie swojej białej nokii . Przeklnął. Wszedł do kuchni . Na stole leżały papiery rozwodowe.
- Cholera - rzucił nimi w kąt. Nie miał ochoty zawracać sobie nimi teraz głowy. Wyjął z lodówki pepsi i wziął kilka głębokich łyków z gwinta zimnego napoju. Podszedł do szafki i narzucił na siebie czarną bluzę i czerwone trampki
- No to nakurwiamy do Sandomierza - powiedział sam do siebie wychodząc z domu. Gdy wsiadł do auta poczuł się wolny. Nie musiał nikomu spowiadać się z niczego. Podobało mu się to.

(*)


- Kaśka ?.
- Nie ma !
- Pats ... Kats .. I Kaśka... - mruknęła
, Stchórzyły ?. '' - pomyślała uśmiechając się do siebie. Wreszcie trochę spokoju. Ale ...
- Ma być cisza jak wrócę ! - rykła łamiąc KOLEJNĄ linijkę na plecach ucznia. Wyszła.


(*)


Matematyczka wparowałą bez pytania do gabinetu
- Pani Agniesko! Kaśki i jej cholernej bandy nie ma dzi...
- Wiem o tym - odpowiedziała łagodnie przerywając tamtej
- Ale ...
- Nie ma żadnego ale! To, że jej nie ma to wiem ! Właśnie miałam iść do ciebie, a to, że nie poczekałaś tych cholernych paru minut i przywlokłaś tutaj swoją zapchloną dupę, to nie moja wina! A teraz z łaski swej nie odzywaj się tylko wypierdalaj na górę! - krzyknęła kobieta pokazując ręką drzwi . Pani Janina wyszła. Co mogła innego zrobić ?. Stanęła na czarnym korytarzu . Oniemiała. Jeszcze nigdy nie została tak potraktowana.. A pracuje tutaj od dobrych poonad 20 lat ... Tych cholernych 20 lat ...


(*)


- Cholera - jęknęła popijając kawę. Opadła na skórzany fotel. Wpatrywała się w okno. Ciężko było jej to strawić. Wzięła zdjęcie swojej siostry do rąk
- Eh ... Czemu to jest takie trudne Emily ... ?. Czemu mi nie powiedziałaś ?. - jej wzrok uciekł w pustą przestrzeń gabinetu
Jeszcze nawrzeszczała na matematyczkę, ale przecież ktoś musiał chronić Kaśkę ... W końcu była jej ciocią ... Od dzisiaj, ale była ...


(*)


- Jedno nielegalne , drugie nielegalne, ale w połączeniu jest bardzo łatwopalne! - w samochodzie było słychać wesołe krzyki
- A pan, panie Clanss ?. Może pan coś zaśpiewa - zaproponował Damien
- Ja nie wiem ... Chyba słucham innej muzyki niż wy ... I w ogóle ...
- Oj no ... Tato ... - popatrzyłam na ojca
- Hm ...
- Prosimy !
- Oj no dobrze ...
,, Moja drużyna nie miała nic, dziś lecimy po wszystko
W górę giwery skurwysyny, czysty destroy
Silni jak nigdy, wkurwieni jak zwykle
Nasza prawda ponad każdą, nasz upadek nie twój biznes
Nie miałem nic, dzisiaj lecę po wszystko
W górę giwery skurwysyny, czysty destroy
Silny jak nigdy, wkurwiony jak zwykle
Moja prawda ponad twoją, mój upadek nie twój biznes'' ( Od autorki ;d Tekst piosenki too Gruby Mielzky - ,, Silny jak nigdy wkurwiony jak zwykle '' ) - zarapował śmiejąc się - No co tak patrzycie ?. Czy coś nie tak ?.
- dodał widząc nasze zdziowione miny
- CZY TO BYŁ MIELZKY ?! - Dominic zapytał z niedowierzeniem
- Owszem - zaśmiał się
- Ja chcę takiego tatę jak ty !
- Mój ! - zaśmiałam się


( * )



- Hey, tu Damien . Zostaw wiadomość, oddzwonię potem . Nara .
- Damien ? Mieliśmy się spotkać dzisiaj. Będę czekał przy kawiarnii Parkowa za mostem - rozłączył się chowając telefon do kieszeni . Usiadł na kamieniu . Trampkiem uderzał w taflę wody . Czekał /


(*)


Wysoka blondyna wychodziła z budynku kierując się do czarnego samochodu , gdy dopadł ją głos za sobą , Odwróciła się i zobaczyła dość wysokiego chłopaka o czarnych włosach
- Tak ?. - zapytała niepewnie
- Możemy porozmawiać ?.
- Tak, o co chodzi ?.
- Chodzi o panią Janinę. Ja nie chcę nic mówić , ale ona zaczyna być agresywna - odwrócił się ściągając koszulkę. Jej oczom ukazało się wielkie spuchnięcie od linijki
- Rafał, tak ?. Wsiadaj do samochodu - wiedziała, że tak będzie .


(*)


Kolejne wibracje telefonu obudziły mnie . Zdziwiłam się trochę, bo moja koma została w torbie. Niechętnie otworzyłam oczy i ujrzałam Dominica wpatrującego się w coś za oknem . Ostrożnie odwróciłam głowę, żeby nie wyrwać go z zamyśleń
,, WTF ?! '' pomyślałam gdy zobaczyłam śpiącego Damiena tulącego się do mnie  z ... PLUSZOWĄ MAŁPKĄ !
- Ty skurwielu jebany bez uczuć chuju pierdolony telefon ci dzwoni ! - krzyknęłam mu do ucha . Automatycznie się obudził z krzykiem wyrzucając pluszaka za uchylone okno . Dominic odwrócił się i zobaczył jeszcze przerażonego Damiena który się do mnie tulił i trzymał jedną ręką moje cycki.
- Damien ... CO TY DO CHOLERY ROBISZ Z MOJĄ DZIEWCZYNĄ ?! - krzyknął biorąc mnie do siebie na kolana
- Moja małpka ! - popatrzył za okno
- Uciekła od ciebie. Widzisz, nawet ona ma cię dość - rzuciła Pats rumieniąc się myśląc o przytuleniu się do Damiena.
- Moja małpka !
- Moja dziewczyna ! - zadarł się Dominic piorąc Damiena po łapach .



(*)


- No popatrzcie, kogo my tu mamy ! - usłyszałam za sobą głos, gdy wychodziłyśmy z Kats z jednego z butików.
- Znamy się ?. - zapytałam patrząc krzywo na chłopaka. Nieznany mi osobnik odwrócił się i podniósł koszulę
- MATT ! - rzuciłam si e na niego . Ten tatuaż poznam wszędzie. <3
- No już, już - zaśmiał się
- Kats, to mój kuzyn Matt , Matt to moja BeF'ka Kats
- Czeeść - powiedziała speszona Kat
- No hey - zachichotał 
- Co cię tu sprowadza Kocieee ?! - zaśmiał się
- Przyjechałam ze znajomymi  
- Ahh ... Rodzinka chyba nie uwierzy jak im powiem że tu jesteście. Musicie przyjechać dzisiaj do nas! 
- Jasne ! Z chęcią , powiem dzisiaj tacie o tym  
Zaśmiał się . Wyciągnął z kieszonki spodenek aparat i dał go Kats. Unieśliśmy ręce do góry a on mi dał buziaka w policzek
- Uśmiech ! - krzyknął fotograf rodzaju żeńskiego ( XD ) 

PSTRYK

- Brawo, brawo, brawo - usłyszeliśmy klaskanie w dłonie . Kątem oka zauważyłam Dominica i Damiena 
- Dominic - krzyknęłam i zaczęłam biec w stronę chłopaka - Kochanie, poznaj Matta, to jee... - chłopak przerwał mi trącając mnie na bok, na szczęście jego kolega ma dobry refleks  .  Patrzyłam jak mój chłopak szedł w stronę Matta . Chwilę tak stał i zaczął go bić . Szybko skoczyłąm przed Matta by zasłonić go , poczułam bolesny plask na policzku
- Dominic ! Opanuj się - krzyczeli Kats i Damien próbując go powstrzymać
- Na chwile cię zostawiam, a ty mnie już zdradzasz ?!
- Dominic ! Matt to mój kuu ... - zachwiałam się pod naciskiem umięśnionych ramion chłopaka - Aaaa ! - Usłyszałam tylko pisk opon, głuchy stukot, przeszywający, tępy ból czaszki ... Czułam, jakby całe ciało rozkładało mi się na kawałki
- Coś ty zrobił mojej kuzynce ?! Ty pierdolony kutasie ! - usłyszałam głos Mattheusa , ale wszystko docierało do mnie, jakbym była pod wodą i spływała w dół i w dół, aż nagle opadłam na samo dno , gdzie już nie słyszałam ... Nawet własnych myśli ...


---------------------------------------------------------------------------------------------------

Poznam Cię z miłością naturalną
Niedotykalną i nieprzewidywalną
Poznam Cię z miłością symetryczno-liryczną
I niekoniecznie czystą <3 <3 <3 <3
/ Enej - Symetryczno - liryczna /

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział I Biczys ;3

Rozdział I 
,, Pechowy Pech '' 


- Ahh ... Wreszcie ciepło - powiedziałam biorąc głęboki wdech wychodząc z domu. Popatrzyłam na telefon . 6:23 rano . Nie ma to jak poranne wyjście do szkoły. Uśmiechnęłam się wkładając słuchawki do uszu. Poklepałam Czarną po grzbiecie czując jej mokry język na dłoni. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Skierowałam się chodnikiem w dół w stronę już dawno nieużywanych torów kolejowych. Spuściłam głowę. Widziałam tylko moje ruszające się czarne trampki i błysk ćwieków w słońcu, gdy nagle zobaczyłam jakiś ruch z boku. Podniosłam głowę i zobaczyłam go. Stał , opierając się o barierkę schodów. Uśmiechał się łobuzersko patrząc na wyświetlacz komórki. 
- Bu ! - krzyknęłam zachodząc go z tyłu i rzucając mu się na szyję.
- Heeej - powiedział odwracając się i łapiąc mnie w tali. Zakręcił dookoła śmiejąc się
Złapałam go za rękę i zapytałam
- Idziemy ?
- Jasnee - pocałował mnie w pliczek i poszliśmy 

(**)

- Dominic, wreszcie jesteś! - usłyszeliśmy ciepły głos - Zaraz się zaczyna!
- Goń - pocałowałam go i popchnęłam lekko w stronę kumpla
- Już chcesz się mnie pozbyć? - popatrzył na mnie z udawanym smutkiem
- Damieeen! - zawołałam ze śmiechem 
- Okej Mała - zachichotał i pociągnął Dominica za kaptur 
- Aaa ! Puuszczzaaaj ! Kurwaaa ! Wpadnę po ciebie po szkolee ! - usłyszałam odgłos bójki gdy znikali już w cieniu liceum. Zaśmiałam się , widząc jak Dominic udawał że dusi Damiena. 
Skierowałam się w stronę swojego gimbazjum -,- 

(**) 

- Kaśka , jesteś wreszcie, już myślałam, że cię tam zgwałcili! - usłyszałam głos koleżanki która na dzieńdobry zabrała mi czapkę i wyrwała słuchawki z uszu. Włosy uniosły mi się do góry, niczym balon z helem 
- Cześć - mruknęłam wyrywając jej czapkę - Poza tym jest dopiero 6:50 . Wcześnie.
- Chodź do tyłu - nawet nie czekała na moją zgodę tylko pociągnęła mnie za rękę za budynek - Musimy porozmawiać poważnie - popatrzyła na mnie i już wiedziałam że to coś ważnego. Zaszłyśmy za drzewa gdzie na kamieniach siedzieli już Caroline z Conradem . 
- Czeeść - przywitałam się
- Siemaa - odpowiedzieli 
Usiadłam jak zwykle na oponie, a Pats na stoliku przy okazji strącając czekoladowego shake. Caroline się skrzywiła
- Chodzi o Kats - popatrzyła na mnie
- Co z nią .. ? - zapytałam . 
- Nie daje znaku życia od weekendu 
- Ja z nia pisałam sms'y w piątek ... - przyznałam się z poczuciem winy, Wiedziałam, że moje zachowanie sprawiło zniknięcie Kats. Wszyscy popatrzyli na mnie.
- O co poszło ? - zapytała niepewnie Car
- Powiedziałam jej co leży mi na sercu - schowałam twarz w dłoniach 
Conrad podszedł do mnie i stanął tak, że to było stosunkowo za blisko! Nie czekając na moją reakcję wyjął telefon z czarnej torby . Otworzył na sms'ach . Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach . Pierwszy raz przy kimś .. Wszyscy patrzyli , nie wiedząc co maja zrobić . Carolain podeszła i usiadła obok mnie. Przytuliła mnie. 
- Będzie dobrze, to nie twoja wina skarbie - odgarnęła mi włosy za uszy
- No nieźle - powiedział tamten przeglądając telefon - Szczerze, takie sms'y nie powinny dać jej powodu  do ucieczki 
- Co tam masz? - na słowa Pats chłopak rzucił cień ręką. Rzut mojego ekranu pojawił się szybko ujawniając rozmowę z koleżanką - W sumie, to on ma rację - dodała po przeczytaniu - Musi być inny powód
- Yo wszystkim, jaki powód ? - usłyszeliśmy za sobą dziewczęcy głos. Podskoczyliśmy jeszcze bardziej , gdy zobaczyliśmy , że to była Kat. Była w swoich policyjnych okularach, które były zawieszone na czarnym topie, koszulę w kratę, którą dostała ode mnie na urodziny, Nieudolnie próbowała dłońmi naciągnąć długie rękawy na pokaleczone opalone ręce. Czarne rurki ze złotym plątanym paskiem. 
- Kaaaaaaaaaaaat ! - krzyknęłam. Rzuciłam się na nią. Dokładnie na jej ramiona - Ja cię tak bardzo przepraszam! Wybacz mi, nie chciałam! - schowałam głowę w jej włosy ciesząc się, że znów czuję jej brzoskwiniowy szampon. 
- Mała - zaśmiała się - Nic mi nie jest - przytuliła mnie
- Ale za tamte sms'y . Nie chciałam cię nimi urazić.. Pro prostu nie mogłam tego dłuźej utrzymać w sobie ... 
- Eey ! Dobrze wiesz, że Issu to bajkopisarka . A ja się za tamto nie gniewam. Miałaś prawo , a Michel odszedł ... 
- Tak po prostu ? - zapytałam zdziwiona przypominając sobie upartość chłopaka
- Nie kurwa, z efektami specjalnymi, wiesz ? - zaśmiała się 
- Ahmm ... Przepraszam ... 
- Kaśka, to ja przepraszam... Miałaś rację... To był dziwkarz... Nie zauważałam, że wyrywa wszystkie dziewczyny na około, a może i nie chciałam tego widzieć... Ale to już nieważne. Ważne, co teraz jest - powiedziała. Jej serduszko zaczęło się lekko świecić. Zresztą zawsze, jak się cieszyła, czy smuciła... Nikt z nas nie okazywał łez...
- Moja niunia - powiedziałam przytulając Kat
- Moja dziuńka - odpowiedziała ze śmiechem tamta 

(**) 

- Kaśka, do tablicy! - usłyszałam głos matematyczki, który wyrwał mnie ze snu. 
Narysowałam rzut ostrosłupa.
- Zaznacz wysokość ściany bocznej - powiedziała obserwując mnie z boku
- Tuuu ? - zapytałam pokazując coś na tablicy 
- Rany boskie! Dziecko, gdzie ty to masz tam?! 
,, Dziecko ?! Jakbym ci pokazała , jakim jestem '' dzieckiem '' to byś wyleciała w powietrze '' - pomyślałam
- Tutaj - zaśmiałam się
- Tak. Weź kolorową kredę i zaznacz tą wysokość.
Wzięłam pierwszą lepszą i narysowałam odręcznie kreskę.
- I nawet kreda dopasowała się do koloru paznokci uczennicy - popatrzyłam na przedmiot którym rysowałam. Morski. Faktycznie . Klasa wybuchła śmiechem, zresztą ja też. 
- Jaki jest wz .. - urwała pytanie, na dźwięk dzwoniącego telefonu
- Chwila - pokazałam jej rękę w znaku stop i wyciągnęłam telefon z kieszonki szortów - No cześć ... No co ty! Nie przeszkadzasz, właśnie stoję przy tablicy na matematyce... - klasa kładła się ze śmiechu, a ja delektowałam się zdenerwowaniem nauczycielki, która podeszła do mnie oburzona
- W tej chwili proszę się rozłączyć i oddać mi telefon ! Do dyrektorki! - krzyknęła cała czerwona
- Aha ... Aha ... - kontynuowałam - Mój kolega mówi, żeby się pani tak nie wpieniała, bo złość piękności szkodzi - popatrzyłam na klasę . O mało co nie jebłam ze śmiechu. Kats, która siedziała ze mną w ławce normalnie leżała już ze śmiechu 
- Koniec ! - warknęła odbierając mi telefon - Do dyrektorki ! Już ! Tylko weź torbę, nie mam zamiaru sprzątać za tobą. 
- Dobrze proszę pani - powiedziałam najbardziej potulnym głosem i podeszłam do swojej ławki . Kats podała mi torbę, którą spakowała. Wiedziała, że tak będzie. Zazwyczaj tak jest. 
- Dzięki - powiedziałam szeptem , a ona zachichotała . Podeszłam do biurka nauczycielki i podniosłam jej torebkę . Otworzyłam I kieszonkę z boku i wyjęłam telefon komórkowy . Podeszłam do pani Purny - Dziękuję, jest pani wspaniałą nauczycielką - przytuliłam ją i wyszłam ze sali 35. Nawet dwa piętra niżej słyszałam śmiech mojej klasy. Uśmiechnęłam się łobuzersko. 

(**)

*STUK PUK *

- Dzieńdobry
- Cześć Kasiu - uśmiechnęła się rudowłosa sekretarka. Odwzajemniłam uśmiech - To co zwykle ?
- Tak - zaśmiałam się . Ruda mi zawtórowała 
- Wejdź 
- Dziękuję - powiedziałam . Ruda odwróciła się z powrotem do monitora - Dzieńdobry - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia z pomarańczowo - beżowymi ścianami i brązowym umeblowaniem. 
- Kasia ! Jak się dawno nie widziałyśmy ! Przedwczoraj ! Rekord ! - usłyszałam jej głos zamykając drzwi. Zgadywałam, że nawet nie podniosła głowy znad papierów. 
- Jabłkowa? - zapytałam
- Tak, poproszę i do tego ...
- 2 kostki cukru - dokończyłam znając to już na pamięć
Zrobiłam herbatę i usiadłam naprzeciwko dyrektorki. Pani Agnieshka pociągnęła długi łyk z białego kubka z czarnymi graficznymi różami.
- Młoda, wiesz, że za dużo razy już tu siedzimy ? Musisz zmienić swoje postępowanie - spojrzała na mnie znad czarnych oprawek
- Ale ... 
- Nie ma żadnego ale ... - ucięła
- Zwolniłaby mnie pani z lekcji? Brzuch mnie boli.
- Nie wracaj na lekcje
- Ta, ta ... - wymamrotałam wstając z krzesła. Zarzuciłam torbę na ramię. Już sięgałam dłonią do klamki, kiedy poczułam rękę na ramieniu 
- Nigdzie nie idziesz, zrozumiałaś?
- Ups.. ! Jednak idę ! - powiedziałam i miałam wyjść kiedy poczułam plaskacza na policzku - Co pani robi ? - mruknęłam . Oddałam jej. Wyszłam. Zbiegłam do szatni. Wyjęłam z czerwonej szafki kurtkę i wrzuciłam do niej książki. Ostrożnie, żeby nie zgnieść prac plastycznych Kats. Wyszłam chowając klucze do torby. W myślach śpiewałam sobie PIH'a - Nie odwracaj się. Usłyszałam głośne stój za sobą. Niechętnie odwróciłam się do tyłu. U szczytów schodów stała ONA. Powoli schodziła. Stałam. Dawałam jej chwilową satysfakcję. Gdy pokonywała 5 ostatnich schodków i miała coś powiedzieć, rzuciłam torbę w górę , a sama zrobiłam zwrot w lewo i biegłam. Prawie wyjebałam się na zakręcie. 
- Kurwa - przeklęłam. Ostatnio zdarzało mi się to co raz częściej. 
Szlak. 
Zrobiłam szybkie odbicie i znikłam w koronie drzew. Dyrektorka właśnie weszła na plac za szkołą. Szybka jest jak na takie obcasy.. Kręciła się i mnie szukała po wszystkich kątach. Głupia . Suka nie pomyślała, żeby zobaczyć w górę . I dobrze. Bezszelestnie przesuwałam się po drzewach. Jak NINJA ( Od autorki : Warto by było być taką ninją , przy tablicy przy odpowiedzi xD ) !
Co raz bliżej dachu . Wreszcie, gdy byłam już na ostatnim drzewie , weszłam parę gałęzi wyżej. Tamta dalej krążyła, ale już dalej. Znikła za rogiem . Chyba było bezpiecznie. Tylną nogą odbiłam się od gałęzi. Leciałam chwilę, aż odbiłam się na rękach od nagrzanego od słońca srebrnego dachu szkoły. Przeszłam kawałek. Nagle poczułam czyjś wzrok na sobie. Z okna naprzeciwko, ze sali 35 Kat z Caroline gapiły się na mnie. 
,, Co ty do cholery wyprawiasz ?! '' - usłyszałam w swojej głowie
,, A co ci się kurwa wydaje ?! '' - odpowiedziałam chowając się za murek. Nikt więcej już mnie nie powinien zobaczyć. Przesunęłam się w miejsce, z którego mogłam spokojnie wyjść. Wybrałam stronę przeciwną, do położenia mojej dyrektorki. Zeskoczyłam. Zabrałam torbę na ramię. Za chwilę, powinien zadzwonić dzwonek szkolny. Wyszłam . 

(**) 

Właśnie wyjmowałam telefon z kieszonki, kiedy nagle w coś weszłam
- Au .. Uważaj jak chodzisz.. - warknęłam
- Jaa ... Ja ... Przepraszam ... - usłyszałam ten magiczny głos 
- Dominic ! - krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję 
- Kaśka ? - zapytał zdziwiony przytulając mnie
- Tak, wyszeptałam z pocałunkiem
- Miałaś czekać pod szkołą ... - powiedział oskarżycielsko 
- Pani dyrektor mnie zwolniła - skłamałam. On o niczym nie wiedział . Było mi trudno .. Nie chciałam, ale musiałam ... Zresztą i tak by mi nie uwierzył .. Ja jeszcze sama do końca w to nie wierzę .. 
- Dobrze kochanie, dobrze - wymruczał.
Nagle oboje usłyszeliśmy stukot obcasów
- O nie - burknęłam niezrozumiale nie odrywając się od bluzy chłopaka. Nie tylko z powodu, że było mi tak dobrze, ale miałam też nadzieję, że mnie nie zauważy . 
- Ty ! - usłyszałam prawie przy uchu 
,, Musiałaś teraz krowo ?! '' pomyślałam . Dominic niechętnie oderwał mnie od siebie, stanęłam obok. Obejmował mnie. 
- Pani Dyrektor, czy coś jest nie tak? - zapytałam patrząc na Agnieshkę trzymając rękę na plecach chłopaka
- Ty ! Biegałaś po dachu szkoły ! Widziałam ! - powiedziała 
- Co proszę ... ? Że Kasia biegała by po dachu ... ? Szanuję panią, pani dyrektor, ale ona nawet nie potrafi wejść na drzewo, a co dopiero na dach trzy piętrowego budynku!
,, Oj zdziwiłbyś się kochanie'' - pomyślałam gryząc wargę 
- Witam cię Dominic - powiedziała przypominając sobie swojego dawnego ucznia - Lecz, taka jest prawda! - krzyknęła tak głośno, że stado gołębi obok odleciało.
- Proszę panią! Jak nic takiego nie zrobiłam! Dominic ma rację! Może pan Tadeusz był na dachu i pani z daleka mnie z nim pomyliła? - zapytałam próbując się wykręcić 
- Oj nie młoda damo! My się już policzymy! 
Nagle zobaczyłam moja paczkę . Wagarowali? Nieważne ... Wiem, że patrzyli na całą sytuację. Masakra. Nie wytrzymałam ... Skupiłam wzrok na obiekt za panią Denerwujesz mnie Franco. FONTANNA. 
Chwila.
Moment.
Agnieshka ślizgała się na śliskich płytach rynkowych. Kat, która jadła banana rzuciła go w miejsce, gdzie za chwilę upadła ONA. 
Wybuchnęliśmy śmiechem. Jej włosy, zawsze elegancko upięte, przypominały sierść mokrego , zdechłego pudla, makijaż zrobił z niej mudżynkee! 
Sukienka pod wpływem ogromnego ciśnienia wody zmarszczyła się i skurczyła. Jej biały materiał zafarbował się na czerwono od marynarki. Szpilki leżały połamane jakieś dobre dwa metry dalej od właścicielki. Wszystko to, dało komiczny efekt. Zaczęliśmy się jeszcze bardziej śmiać, gdy widzieliśmy jej nieudolne próby wstania. 
- Przepraszamy, ale spieszymy się. Dowidzenia - powiedział Conrad, a my zachichotaliśmy. 
- O , tutaj jesteście! - usłyszeliśmy Damiena. 
- No heyo - zaśmialiśmy się. 
- Oo ... To tutaj jest kosz na śmieci, a ja wszędzie szukałem - powiedział normalnym tonem zrzucając zmięty papierek który trzymał w ręce
- Em ... Damien ... To ... To jest dyrektorka Kasi ... - Dominic wybuchł śmiechem.
Damiena zamurowało.
- Ja ... Eee ... Przepraszam ... Nie wiedziałem ... - zająknął się wyciągając rękę, żeby pomóc jej wstać. Agnieshka złapała ją i próbowała wstać. Lecz zaraz nasz kolega leżał na niej. 
- To my nie będziemy przeszkadzać - powiedziałam i puściłam do nich oczko . 
Poszliśmy zostawiając ,, Zakochaną Parę '' samych . x3 

(* TYMCZASEM * U * TAMTYCH *)

- Au ! - zawyła czując kolejny wyrwany włos.
- Przepraszam pani dyrektor , ale chcę nam jakoś pomóc wstać! - ktzyknął
- Agnieshka ?! Co ty tutaj robisz ?! - usłyszeli nad sobą czyjś głos
- Cześć Kotku ... - powiedziała zmieszana patrząc krzywo na męża. Damien zamarł.
- To nie tak, jak pan myśli! - krzyknął 
- Pf ! Agnieshka ! To koniec ! Żądam rozwodu! Podczas, gdy ja staram się coś załatwić i w ogóle latam w tę i z powrotem , to ty romansujesz z innym! I to jeszcze z uczniem! - krzyknął rozczarowany
- Damien to nie jest mój uczeń! Nic nas nie łączy! Pomagał mi tylko wstać! 
- Oh tak?! Jeszcze nie jest twoim uczniem?! Czyli zdradzasz mnie z nieznajomym?! Agniesko Margarito Touson! Zawiodłem się na tobie! Bardzo! Właśnie przekreśliłaś nasze 4 lata małżeństwa! Żądam rozwodu, a dzieci zabieram ze sobą!
- 4 lata ... ? Aż tyle pan z nią wytrzymał ... ? Ja nie wytrzymałem 3 lata przez które mnie uczyła... - mruknął Damien. Mężczyzna gdy odchodził wsunął mu kartkę w kurtkę
- Tomas! To nie tak jak myślisz! - krzyknęła biegnąc za nim przez cały rynek! Wyglądała niczym Frainkeinstein ( czy jak to tam się pisze xd ) wyjęty z trumny po 30 000 lat albo więcej...  

(**) 

Damien doszedł ledwo do domu. Wziął prysznic i ubrał się w czyste ciuchy. Nagle sobie przypomniał o czymś. Podszedł do biurka gdzie leżała kartka, którą wyjął z kurtki. Był na niej jakiś numer telefonu. Wyjął komórkę i wykręcił numer.  
- Halo? - usłyszał głos w słuchawce. 
- Emm ... Dzieńdobry , dostałem ten numer od jakiegoś mężczyzny dzisiaj i postanowiłem zadzwonić ... - wyjąkał . Sam nie wierzył że to robi. 
- Ah tak ... Ty jesteś Damien? 
- Tak...
- Spotkajmy się dzisiaj w ,, Parkowej '' o 15, dobrze?
- Oczywiście - zgodził się . Usłyszał sygnał rozłączenia. 
Opadł na łóżko. Nie wierzył w to co się dzieje. 
Była dopiero 12:06

Zasnął ... 

--------------------------------------------------------------------------------
I rozdział ;d . Mam nadzieję, że się spodoba. 
Pozdrawiam moich Alfonsóff xD ( uspokójcie te dziwffki wreszcie ;d ) , Sheza, Pati, Kasie, Dominika .   Oczywiście DOMINIKĘ ! Dajesz mi wenę Bejbe <3. 
Ffielbie Cie :3. 

--------------------------------------------------------------------------------
` Słodka i niewinna ?.

` Idiotka naiwna ?.

` Suka i szmata ?!

Mów jak wolisz <3 ! Mi to lata :3 !