niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział I Biczys ;3

Rozdział I 
,, Pechowy Pech '' 


- Ahh ... Wreszcie ciepło - powiedziałam biorąc głęboki wdech wychodząc z domu. Popatrzyłam na telefon . 6:23 rano . Nie ma to jak poranne wyjście do szkoły. Uśmiechnęłam się wkładając słuchawki do uszu. Poklepałam Czarną po grzbiecie czując jej mokry język na dłoni. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Skierowałam się chodnikiem w dół w stronę już dawno nieużywanych torów kolejowych. Spuściłam głowę. Widziałam tylko moje ruszające się czarne trampki i błysk ćwieków w słońcu, gdy nagle zobaczyłam jakiś ruch z boku. Podniosłam głowę i zobaczyłam go. Stał , opierając się o barierkę schodów. Uśmiechał się łobuzersko patrząc na wyświetlacz komórki. 
- Bu ! - krzyknęłam zachodząc go z tyłu i rzucając mu się na szyję.
- Heeej - powiedział odwracając się i łapiąc mnie w tali. Zakręcił dookoła śmiejąc się
Złapałam go za rękę i zapytałam
- Idziemy ?
- Jasnee - pocałował mnie w pliczek i poszliśmy 

(**)

- Dominic, wreszcie jesteś! - usłyszeliśmy ciepły głos - Zaraz się zaczyna!
- Goń - pocałowałam go i popchnęłam lekko w stronę kumpla
- Już chcesz się mnie pozbyć? - popatrzył na mnie z udawanym smutkiem
- Damieeen! - zawołałam ze śmiechem 
- Okej Mała - zachichotał i pociągnął Dominica za kaptur 
- Aaa ! Puuszczzaaaj ! Kurwaaa ! Wpadnę po ciebie po szkolee ! - usłyszałam odgłos bójki gdy znikali już w cieniu liceum. Zaśmiałam się , widząc jak Dominic udawał że dusi Damiena. 
Skierowałam się w stronę swojego gimbazjum -,- 

(**) 

- Kaśka , jesteś wreszcie, już myślałam, że cię tam zgwałcili! - usłyszałam głos koleżanki która na dzieńdobry zabrała mi czapkę i wyrwała słuchawki z uszu. Włosy uniosły mi się do góry, niczym balon z helem 
- Cześć - mruknęłam wyrywając jej czapkę - Poza tym jest dopiero 6:50 . Wcześnie.
- Chodź do tyłu - nawet nie czekała na moją zgodę tylko pociągnęła mnie za rękę za budynek - Musimy porozmawiać poważnie - popatrzyła na mnie i już wiedziałam że to coś ważnego. Zaszłyśmy za drzewa gdzie na kamieniach siedzieli już Caroline z Conradem . 
- Czeeść - przywitałam się
- Siemaa - odpowiedzieli 
Usiadłam jak zwykle na oponie, a Pats na stoliku przy okazji strącając czekoladowego shake. Caroline się skrzywiła
- Chodzi o Kats - popatrzyła na mnie
- Co z nią .. ? - zapytałam . 
- Nie daje znaku życia od weekendu 
- Ja z nia pisałam sms'y w piątek ... - przyznałam się z poczuciem winy, Wiedziałam, że moje zachowanie sprawiło zniknięcie Kats. Wszyscy popatrzyli na mnie.
- O co poszło ? - zapytała niepewnie Car
- Powiedziałam jej co leży mi na sercu - schowałam twarz w dłoniach 
Conrad podszedł do mnie i stanął tak, że to było stosunkowo za blisko! Nie czekając na moją reakcję wyjął telefon z czarnej torby . Otworzył na sms'ach . Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach . Pierwszy raz przy kimś .. Wszyscy patrzyli , nie wiedząc co maja zrobić . Carolain podeszła i usiadła obok mnie. Przytuliła mnie. 
- Będzie dobrze, to nie twoja wina skarbie - odgarnęła mi włosy za uszy
- No nieźle - powiedział tamten przeglądając telefon - Szczerze, takie sms'y nie powinny dać jej powodu  do ucieczki 
- Co tam masz? - na słowa Pats chłopak rzucił cień ręką. Rzut mojego ekranu pojawił się szybko ujawniając rozmowę z koleżanką - W sumie, to on ma rację - dodała po przeczytaniu - Musi być inny powód
- Yo wszystkim, jaki powód ? - usłyszeliśmy za sobą dziewczęcy głos. Podskoczyliśmy jeszcze bardziej , gdy zobaczyliśmy , że to była Kat. Była w swoich policyjnych okularach, które były zawieszone na czarnym topie, koszulę w kratę, którą dostała ode mnie na urodziny, Nieudolnie próbowała dłońmi naciągnąć długie rękawy na pokaleczone opalone ręce. Czarne rurki ze złotym plątanym paskiem. 
- Kaaaaaaaaaaaat ! - krzyknęłam. Rzuciłam się na nią. Dokładnie na jej ramiona - Ja cię tak bardzo przepraszam! Wybacz mi, nie chciałam! - schowałam głowę w jej włosy ciesząc się, że znów czuję jej brzoskwiniowy szampon. 
- Mała - zaśmiała się - Nic mi nie jest - przytuliła mnie
- Ale za tamte sms'y . Nie chciałam cię nimi urazić.. Pro prostu nie mogłam tego dłuźej utrzymać w sobie ... 
- Eey ! Dobrze wiesz, że Issu to bajkopisarka . A ja się za tamto nie gniewam. Miałaś prawo , a Michel odszedł ... 
- Tak po prostu ? - zapytałam zdziwiona przypominając sobie upartość chłopaka
- Nie kurwa, z efektami specjalnymi, wiesz ? - zaśmiała się 
- Ahmm ... Przepraszam ... 
- Kaśka, to ja przepraszam... Miałaś rację... To był dziwkarz... Nie zauważałam, że wyrywa wszystkie dziewczyny na około, a może i nie chciałam tego widzieć... Ale to już nieważne. Ważne, co teraz jest - powiedziała. Jej serduszko zaczęło się lekko świecić. Zresztą zawsze, jak się cieszyła, czy smuciła... Nikt z nas nie okazywał łez...
- Moja niunia - powiedziałam przytulając Kat
- Moja dziuńka - odpowiedziała ze śmiechem tamta 

(**) 

- Kaśka, do tablicy! - usłyszałam głos matematyczki, który wyrwał mnie ze snu. 
Narysowałam rzut ostrosłupa.
- Zaznacz wysokość ściany bocznej - powiedziała obserwując mnie z boku
- Tuuu ? - zapytałam pokazując coś na tablicy 
- Rany boskie! Dziecko, gdzie ty to masz tam?! 
,, Dziecko ?! Jakbym ci pokazała , jakim jestem '' dzieckiem '' to byś wyleciała w powietrze '' - pomyślałam
- Tutaj - zaśmiałam się
- Tak. Weź kolorową kredę i zaznacz tą wysokość.
Wzięłam pierwszą lepszą i narysowałam odręcznie kreskę.
- I nawet kreda dopasowała się do koloru paznokci uczennicy - popatrzyłam na przedmiot którym rysowałam. Morski. Faktycznie . Klasa wybuchła śmiechem, zresztą ja też. 
- Jaki jest wz .. - urwała pytanie, na dźwięk dzwoniącego telefonu
- Chwila - pokazałam jej rękę w znaku stop i wyciągnęłam telefon z kieszonki szortów - No cześć ... No co ty! Nie przeszkadzasz, właśnie stoję przy tablicy na matematyce... - klasa kładła się ze śmiechu, a ja delektowałam się zdenerwowaniem nauczycielki, która podeszła do mnie oburzona
- W tej chwili proszę się rozłączyć i oddać mi telefon ! Do dyrektorki! - krzyknęła cała czerwona
- Aha ... Aha ... - kontynuowałam - Mój kolega mówi, żeby się pani tak nie wpieniała, bo złość piękności szkodzi - popatrzyłam na klasę . O mało co nie jebłam ze śmiechu. Kats, która siedziała ze mną w ławce normalnie leżała już ze śmiechu 
- Koniec ! - warknęła odbierając mi telefon - Do dyrektorki ! Już ! Tylko weź torbę, nie mam zamiaru sprzątać za tobą. 
- Dobrze proszę pani - powiedziałam najbardziej potulnym głosem i podeszłam do swojej ławki . Kats podała mi torbę, którą spakowała. Wiedziała, że tak będzie. Zazwyczaj tak jest. 
- Dzięki - powiedziałam szeptem , a ona zachichotała . Podeszłam do biurka nauczycielki i podniosłam jej torebkę . Otworzyłam I kieszonkę z boku i wyjęłam telefon komórkowy . Podeszłam do pani Purny - Dziękuję, jest pani wspaniałą nauczycielką - przytuliłam ją i wyszłam ze sali 35. Nawet dwa piętra niżej słyszałam śmiech mojej klasy. Uśmiechnęłam się łobuzersko. 

(**)

*STUK PUK *

- Dzieńdobry
- Cześć Kasiu - uśmiechnęła się rudowłosa sekretarka. Odwzajemniłam uśmiech - To co zwykle ?
- Tak - zaśmiałam się . Ruda mi zawtórowała 
- Wejdź 
- Dziękuję - powiedziałam . Ruda odwróciła się z powrotem do monitora - Dzieńdobry - powiedziałam wchodząc do pomieszczenia z pomarańczowo - beżowymi ścianami i brązowym umeblowaniem. 
- Kasia ! Jak się dawno nie widziałyśmy ! Przedwczoraj ! Rekord ! - usłyszałam jej głos zamykając drzwi. Zgadywałam, że nawet nie podniosła głowy znad papierów. 
- Jabłkowa? - zapytałam
- Tak, poproszę i do tego ...
- 2 kostki cukru - dokończyłam znając to już na pamięć
Zrobiłam herbatę i usiadłam naprzeciwko dyrektorki. Pani Agnieshka pociągnęła długi łyk z białego kubka z czarnymi graficznymi różami.
- Młoda, wiesz, że za dużo razy już tu siedzimy ? Musisz zmienić swoje postępowanie - spojrzała na mnie znad czarnych oprawek
- Ale ... 
- Nie ma żadnego ale ... - ucięła
- Zwolniłaby mnie pani z lekcji? Brzuch mnie boli.
- Nie wracaj na lekcje
- Ta, ta ... - wymamrotałam wstając z krzesła. Zarzuciłam torbę na ramię. Już sięgałam dłonią do klamki, kiedy poczułam rękę na ramieniu 
- Nigdzie nie idziesz, zrozumiałaś?
- Ups.. ! Jednak idę ! - powiedziałam i miałam wyjść kiedy poczułam plaskacza na policzku - Co pani robi ? - mruknęłam . Oddałam jej. Wyszłam. Zbiegłam do szatni. Wyjęłam z czerwonej szafki kurtkę i wrzuciłam do niej książki. Ostrożnie, żeby nie zgnieść prac plastycznych Kats. Wyszłam chowając klucze do torby. W myślach śpiewałam sobie PIH'a - Nie odwracaj się. Usłyszałam głośne stój za sobą. Niechętnie odwróciłam się do tyłu. U szczytów schodów stała ONA. Powoli schodziła. Stałam. Dawałam jej chwilową satysfakcję. Gdy pokonywała 5 ostatnich schodków i miała coś powiedzieć, rzuciłam torbę w górę , a sama zrobiłam zwrot w lewo i biegłam. Prawie wyjebałam się na zakręcie. 
- Kurwa - przeklęłam. Ostatnio zdarzało mi się to co raz częściej. 
Szlak. 
Zrobiłam szybkie odbicie i znikłam w koronie drzew. Dyrektorka właśnie weszła na plac za szkołą. Szybka jest jak na takie obcasy.. Kręciła się i mnie szukała po wszystkich kątach. Głupia . Suka nie pomyślała, żeby zobaczyć w górę . I dobrze. Bezszelestnie przesuwałam się po drzewach. Jak NINJA ( Od autorki : Warto by było być taką ninją , przy tablicy przy odpowiedzi xD ) !
Co raz bliżej dachu . Wreszcie, gdy byłam już na ostatnim drzewie , weszłam parę gałęzi wyżej. Tamta dalej krążyła, ale już dalej. Znikła za rogiem . Chyba było bezpiecznie. Tylną nogą odbiłam się od gałęzi. Leciałam chwilę, aż odbiłam się na rękach od nagrzanego od słońca srebrnego dachu szkoły. Przeszłam kawałek. Nagle poczułam czyjś wzrok na sobie. Z okna naprzeciwko, ze sali 35 Kat z Caroline gapiły się na mnie. 
,, Co ty do cholery wyprawiasz ?! '' - usłyszałam w swojej głowie
,, A co ci się kurwa wydaje ?! '' - odpowiedziałam chowając się za murek. Nikt więcej już mnie nie powinien zobaczyć. Przesunęłam się w miejsce, z którego mogłam spokojnie wyjść. Wybrałam stronę przeciwną, do położenia mojej dyrektorki. Zeskoczyłam. Zabrałam torbę na ramię. Za chwilę, powinien zadzwonić dzwonek szkolny. Wyszłam . 

(**) 

Właśnie wyjmowałam telefon z kieszonki, kiedy nagle w coś weszłam
- Au .. Uważaj jak chodzisz.. - warknęłam
- Jaa ... Ja ... Przepraszam ... - usłyszałam ten magiczny głos 
- Dominic ! - krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję 
- Kaśka ? - zapytał zdziwiony przytulając mnie
- Tak, wyszeptałam z pocałunkiem
- Miałaś czekać pod szkołą ... - powiedział oskarżycielsko 
- Pani dyrektor mnie zwolniła - skłamałam. On o niczym nie wiedział . Było mi trudno .. Nie chciałam, ale musiałam ... Zresztą i tak by mi nie uwierzył .. Ja jeszcze sama do końca w to nie wierzę .. 
- Dobrze kochanie, dobrze - wymruczał.
Nagle oboje usłyszeliśmy stukot obcasów
- O nie - burknęłam niezrozumiale nie odrywając się od bluzy chłopaka. Nie tylko z powodu, że było mi tak dobrze, ale miałam też nadzieję, że mnie nie zauważy . 
- Ty ! - usłyszałam prawie przy uchu 
,, Musiałaś teraz krowo ?! '' pomyślałam . Dominic niechętnie oderwał mnie od siebie, stanęłam obok. Obejmował mnie. 
- Pani Dyrektor, czy coś jest nie tak? - zapytałam patrząc na Agnieshkę trzymając rękę na plecach chłopaka
- Ty ! Biegałaś po dachu szkoły ! Widziałam ! - powiedziała 
- Co proszę ... ? Że Kasia biegała by po dachu ... ? Szanuję panią, pani dyrektor, ale ona nawet nie potrafi wejść na drzewo, a co dopiero na dach trzy piętrowego budynku!
,, Oj zdziwiłbyś się kochanie'' - pomyślałam gryząc wargę 
- Witam cię Dominic - powiedziała przypominając sobie swojego dawnego ucznia - Lecz, taka jest prawda! - krzyknęła tak głośno, że stado gołębi obok odleciało.
- Proszę panią! Jak nic takiego nie zrobiłam! Dominic ma rację! Może pan Tadeusz był na dachu i pani z daleka mnie z nim pomyliła? - zapytałam próbując się wykręcić 
- Oj nie młoda damo! My się już policzymy! 
Nagle zobaczyłam moja paczkę . Wagarowali? Nieważne ... Wiem, że patrzyli na całą sytuację. Masakra. Nie wytrzymałam ... Skupiłam wzrok na obiekt za panią Denerwujesz mnie Franco. FONTANNA. 
Chwila.
Moment.
Agnieshka ślizgała się na śliskich płytach rynkowych. Kat, która jadła banana rzuciła go w miejsce, gdzie za chwilę upadła ONA. 
Wybuchnęliśmy śmiechem. Jej włosy, zawsze elegancko upięte, przypominały sierść mokrego , zdechłego pudla, makijaż zrobił z niej mudżynkee! 
Sukienka pod wpływem ogromnego ciśnienia wody zmarszczyła się i skurczyła. Jej biały materiał zafarbował się na czerwono od marynarki. Szpilki leżały połamane jakieś dobre dwa metry dalej od właścicielki. Wszystko to, dało komiczny efekt. Zaczęliśmy się jeszcze bardziej śmiać, gdy widzieliśmy jej nieudolne próby wstania. 
- Przepraszamy, ale spieszymy się. Dowidzenia - powiedział Conrad, a my zachichotaliśmy. 
- O , tutaj jesteście! - usłyszeliśmy Damiena. 
- No heyo - zaśmialiśmy się. 
- Oo ... To tutaj jest kosz na śmieci, a ja wszędzie szukałem - powiedział normalnym tonem zrzucając zmięty papierek który trzymał w ręce
- Em ... Damien ... To ... To jest dyrektorka Kasi ... - Dominic wybuchł śmiechem.
Damiena zamurowało.
- Ja ... Eee ... Przepraszam ... Nie wiedziałem ... - zająknął się wyciągając rękę, żeby pomóc jej wstać. Agnieshka złapała ją i próbowała wstać. Lecz zaraz nasz kolega leżał na niej. 
- To my nie będziemy przeszkadzać - powiedziałam i puściłam do nich oczko . 
Poszliśmy zostawiając ,, Zakochaną Parę '' samych . x3 

(* TYMCZASEM * U * TAMTYCH *)

- Au ! - zawyła czując kolejny wyrwany włos.
- Przepraszam pani dyrektor , ale chcę nam jakoś pomóc wstać! - ktzyknął
- Agnieshka ?! Co ty tutaj robisz ?! - usłyszeli nad sobą czyjś głos
- Cześć Kotku ... - powiedziała zmieszana patrząc krzywo na męża. Damien zamarł.
- To nie tak, jak pan myśli! - krzyknął 
- Pf ! Agnieshka ! To koniec ! Żądam rozwodu! Podczas, gdy ja staram się coś załatwić i w ogóle latam w tę i z powrotem , to ty romansujesz z innym! I to jeszcze z uczniem! - krzyknął rozczarowany
- Damien to nie jest mój uczeń! Nic nas nie łączy! Pomagał mi tylko wstać! 
- Oh tak?! Jeszcze nie jest twoim uczniem?! Czyli zdradzasz mnie z nieznajomym?! Agniesko Margarito Touson! Zawiodłem się na tobie! Bardzo! Właśnie przekreśliłaś nasze 4 lata małżeństwa! Żądam rozwodu, a dzieci zabieram ze sobą!
- 4 lata ... ? Aż tyle pan z nią wytrzymał ... ? Ja nie wytrzymałem 3 lata przez które mnie uczyła... - mruknął Damien. Mężczyzna gdy odchodził wsunął mu kartkę w kurtkę
- Tomas! To nie tak jak myślisz! - krzyknęła biegnąc za nim przez cały rynek! Wyglądała niczym Frainkeinstein ( czy jak to tam się pisze xd ) wyjęty z trumny po 30 000 lat albo więcej...  

(**) 

Damien doszedł ledwo do domu. Wziął prysznic i ubrał się w czyste ciuchy. Nagle sobie przypomniał o czymś. Podszedł do biurka gdzie leżała kartka, którą wyjął z kurtki. Był na niej jakiś numer telefonu. Wyjął komórkę i wykręcił numer.  
- Halo? - usłyszał głos w słuchawce. 
- Emm ... Dzieńdobry , dostałem ten numer od jakiegoś mężczyzny dzisiaj i postanowiłem zadzwonić ... - wyjąkał . Sam nie wierzył że to robi. 
- Ah tak ... Ty jesteś Damien? 
- Tak...
- Spotkajmy się dzisiaj w ,, Parkowej '' o 15, dobrze?
- Oczywiście - zgodził się . Usłyszał sygnał rozłączenia. 
Opadł na łóżko. Nie wierzył w to co się dzieje. 
Była dopiero 12:06

Zasnął ... 

--------------------------------------------------------------------------------
I rozdział ;d . Mam nadzieję, że się spodoba. 
Pozdrawiam moich Alfonsóff xD ( uspokójcie te dziwffki wreszcie ;d ) , Sheza, Pati, Kasie, Dominika .   Oczywiście DOMINIKĘ ! Dajesz mi wenę Bejbe <3. 
Ffielbie Cie :3. 

--------------------------------------------------------------------------------
` Słodka i niewinna ?.

` Idiotka naiwna ?.

` Suka i szmata ?!

Mów jak wolisz <3 ! Mi to lata :3 !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz