ROZDZIAŁ V
CZYLI
MROCZNY JAR
Próbowałam sobie przypomnieć skąd kojarzę twarz... Zaczęłam cofać się do tyłu, bez pośpiechu, starając się ignorować złowrogie i pełne złości spojrzenie gospodarza. Przyjrzał mi się uważnie, a potem rozglądnął się po urwiskach wokół
- Nie chrzań. Nie mogłaś tutaj zejść.
Nie odpowiedziałam. Czując ścianę za sobą już próbowałam wyminąć przeciwnika i przypadkiem zahaczyłam o jego ramię.
- Mówię do ciebie, dziwko ! - warknął. Uderzenie pozbawiło go na chwilę równowagi, ale zwinnie jak kot stanął na nogach, podchodził do mnie... Z całej siły popchnęłam zaskoczonego mężczyznę, no wiecie... Samoobrona... Zerwał się i obrócił z taką szybkością, że zlał się w kolorową plamę. W ułamku sekundy stał przy mnie, a palce lodowatej dłoni zaciskały się na moim gardle.
- Trzymaj łapy przy sobie, żałosny sukinsynu... I nie waż się mnie dotykać... Nigdy, bo gołymi rękami wyrwę ci serce i podetrę sobie nim dupę.
Rozległ się cichy szczęk metalu i poczułam coś gorszego, niż lodowate ręce na moim gardle, kiedy lufa pistoletu znalazła drogę do mojego gardła.
- Chcesz się zabawić , patałachu ?. - warknęłam zadławionym głosem
Jego oczy ściemniały i świdrowały moje przez dłuższą chwilę.. Czułam jego głód, potężną moc... Zrozumiałam, że nie jest zwykłym człowiekiem..
- Weź swoją łapę, z mojego gardła, patałachu, albo pomaluję niebo resztkami twojego mózgu - na ułamek sekundy, zacisnął palce jeszcze mocniej, ale widząc zmianę koloru moich oczu, błyskawicznie cofnął rękę. Myślałam, że dał sobie spokój.. Ale nie.. Poczułam zaraz, że mój kręgosłup wygina się w nienaturalny sposób, poczułam ogromny ból przewracając się na ostre kamienie, nade mną stanął owy mężczyzna, ale jego twarz... Zmieniała się, z ludzkiej, w .. Zwierzęcą.. Już wiedziałam, skąd znałam tę mordę.. To był ten mężczyzna ze snu..
- Jakby ci w ogóle zależało na tej suce. - usłyszałam za sobą czyjś głos, ale nie miałam sił, żeby bawić się w ,, Kto mówi '' ...
(*)
Caroline obserwowała mnie, jak wstaje i wychodzę do łazienki spryskać twarz zimną wodą. Pojawiłam się z powrotem po niecałej minucie, z ręcznikiem w ręku. Weszłam do pokoju, oparłam się plecami o framugę , zabolało jak diabli.
- Nie mogę uwierzyć, że ta rozmowa w ogóle ma miejsce - powiedziałam - Jakoś nie mieści mi się w głowie, że potrafię rozmawiać o wampirach.
- Witaj w moim świecie.
- Cholera, teraz to tez mój świat... Nie mogliście mnie w to wciągnąć od razu ?.
- Myśleliśmy, ze Ci nic nie grozi.. To wszystko przez ...
Pokręciłam głową
- Nie, Caroline, proszę oszczędź mi tego .. - przerwałam jej - Nie staraj mi się wmówić, że to jest w jakiś sposób powiązane z tym, co się wtedy stało ... Odmawiam , rozumiesz ?! Nie chcę nic wiedzieć, na ten temat... - podeszłam do krzesła i ciężko na nie opadłam - Chryste, już dobrze... Opowiedz mi o wszystkim...
I Caroline mi opowiedziała...
- Chcesz mi powiedzieć, że ten mężczyzna ...
- Zargon ...
- Dobrze, że Zargon był wampirem ... ?
- Nie.. On jest czymś o wiele gorszym - popatrzyła na mnie przez swoje granatowe oczka.
(*)
Spoglądam na klepsydrę w gazecie. I na cmentarz. I na klepsydrę. I na godzinę. Czas i miejsce się zgadzały. Ciekawe czy akcja będzie. Westchnąłem. I żwawo wmaszerowałem na teren cmentarza. Mam nadzieje, że nie spóźniłam się na pogrzeb. Zbytnio. Zastanawiam się jednak, po co przyszłam ... ?. Ah tak, byłam zamieszana w śmierć znajomego ze szkoły...
Poprawiam kołnierz od płaszcza. Paskudna pogoda. Pada od trzech dni. Jakby niebo płakało nad tragedią, jaka się rozegrała, którą była śmierć Creepa. Podchodzę do rodziny. Staję. Odnotowuje ich zdziwione spojrzenia. Nic dziwnego. Wysoka dziewczyna w długim płaszczu z postawionym kołnierzem i kapeluszem wzbudza podejrzenia. Ale nie odezwą się. Wiem, że nie.
Mrok kapelusza skrywa moje oczy. Nie widzą mojego wzroku. A ja stoję i patrzę. Widzę jak matce ciekną łzy, jak ojcu łzy ledwo zatrzymują się w kącikach oczów. Jak dwie ciotki płaczą. Zastanawiające jest to, czy to tylko gra pozorów w tej rodzinie, czy prawda. Młodsza siostra płacze. Szlocha. Co do niej mam pewność, że nie udaje. Dziesięciolatki nie są tak wyrafinowane. Spoglądam na trumnę. Drewniana. Dębowa. I na krzyż. Jego imię i nazwisko. Data urodzenia. Wszystko. Pogrzeb się kończy. Ksiądz i ministranci odchodzą. Zostaje tylko zakład pogrzebowy, dyskretnie stojący na uboczu i zasłaniający kolegę który pali papierosa. I rodzina. I ja.
Stoimy.
Mokro. Zimno. Płaszcz zaczyna mi przeciekać.
Rodzina odeszła. Grabarze zasypali grób i poszli.
Ja stoję i myślę.
Zapada ciemność. Stoję dalej.
Gdzieś w oddali rozlega się dzwon kościelny. Wybija dwunasta.
Nie mogę odejść, coś mnie trzyma...
(*)
Jest coś po 2 w nocy, idę sama pustymi ulicami. Jeszcze 10 minut i będę w domu.. Uśmiechnęłam się na samą myśl.
Jest, przekręcam klucz w drzwiach. W domu czuć ciepło, to dobrze, noc jest zimna dzisiaj.
,, Wrócę w czwartek, przepraszam.
Buziaki.
Tata. ''
5 dni znowu sama w domu, chyba muszę się do tego przyzwyczaić.. Rzuciłam płaszcz w przedpokoju i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do wanny pełnej cieplutkiej wody i puszystej piany. Słyszę nagle dźwięk dzwonka mojego telefonu, ale nie odbieram, nie teraz. Dzwonek ustał. znów telefon daje o sobie znać. Kurwa, może to coś ważnego ? No dobra, odbiorę. Wyjęłam go ze spodni, ku mojemu zdziwieniu na wyświetlaczu pokazuje że dzwoni nieznany numer. Odebrałam i usłyszałam tylko jakieś trzaski, pewnie jakieś dzieciaki się bawią. Nie zwracając sobie tym uwagi rozłączyłam się. Zaraz znowu ktoś dzwoni.
- Kaśka, to ty ?. - usłyszałam znajomy głos
- Tak, to ty przed chwilą dzwoniłeś ?.
- Tak, ale cholera, wiesz jak ciężko się do ciebie dodzwonić ?.
- Oj Łukasz, Łukasz... - usłyszałam po chwili jakieś łomoty w domu
- Co to było ?. Robisz melanż beze mnie ?. - spytał ze śmiechem
- Ciii ! - spanikowałam niesamowicie, strach wrył mnie w podłogę, poczułam zimny dreszcz... Wytężyłam słuch i wzrok... Kto jest w mieszkaniu ?. Dotarł do mnie przeraźliwy dźwięk, ktoś lub coś szło.. A raczej szurało w moją stronę. Nie chciałam, ale musiałam odwrócić się żeby zobaczyć co się dzieje ! To, stało tuż za mną... Dyszało na moje nagie ciało... Było skulone i ohydnie pokrzywione, widziałam tylko blask czarnych ślepi które penetrowały mnie z góry na dół,wyszczerzyło swoje ostre kły, wyciągnęło w moją stronę długie szpony, które zaciskały się na moim ciele. Nie mogłam się ruszać
- Przywłaszczyłem cię... - wychrypiał . Zesztywniałam ... Sparaliżowało mnie... Nagle usłyszałam jeszcze jeden odgłos w domu, głośniejszy.. Z wielką paniką do zielonej łazienki wpadł Łukasz w kijem bejsbolowym. Zaczął prać czarne coś, aż to ... Rozlało się i wyparowało w powietrze... Chłopak wziął ręcznik z blatu obok umywalki i owinął mnie. Rozpłakałam się i rzuciłam mu się na szyję
- Chyba sobie podarujesz kąpiel dzisiaj... - wyszeptał i wziął mnie na ręce kierując się w stronę kuchni - Głodna ?. - spytał patrząc na mnie. Nawet nie czekał na odpowiedzieć, tylko podał mi paczuszkę z chińszczyzną siadając obok mnie na blacie.
- Jak się czujesz ?. - popatrzył na mnie pełen troski, gdy skończyłam jeść
- Trochę lepiej, dziękuję - oparłam się na jego ramieniu czując, że odpływam. Chyba to zauważył, bo wziął mnie znowu na ręce i zaniósł do pokoju. Wyciągnął mi starą rozciągniętą piżamę i rzucił mi ją. Podeszłam do kąta przebrać się, gdy Łukasz ścielił łóżko
- Zapraszam do spania - zaśmiał się odchylają mi kołdrę. Posłusznie niezgrabnie wpełzłam do środka, a on położył się obok mnie
- Nie idziesz spać ?. - spytałam tuląc się w jego klatkę piersiową
- Nie, mam zamiar pilnować ciebie - stwierdził z uśmiechem na ustach i przez chwilę wydawało mi się, że ma kły.. Jak u wampira...
---------------------------------
Rozdział gówniany. xd
Ale chciałam coś dodać, zanim nie będę miała czasu. Pati , wiem zayebiesz mnie za tak chuyowy rozdział, no ale cóż ;p
------------------------------
Przepraszam, gdy wejdziesz do pokoju i zobaczysz mnie na sznurze, z głową spuszczoną do dołu ...
środa, 14 sierpnia 2013
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział IV
ROZDZIAŁ IV
CZYLI
NO KURWA,
MUSIAŁEŚ NAPISAĆ ?!
Krzyk wydobył się z mojego gardła. Odrzuciłam kołdrę i od razu wstałam z łóżka obchodząc cały pokój w poszukiwaniu kamery, aparatu, czegokolwiek. Ten ktoś doprowadza mnie do obłędu! Zaczynam miewać koszmary. Tak nie może być!
I nagle odzyskuję wspomnienia. Creeps, pocałunek, krew.
(*)
Miasteczko przyjęło śmierć Creeps'a, jako poślizgnięcie się w łazience, kiedy to ja zamierzałam się wyrwać z jego uścisku. Nic nie miałam do powiedzenia ... A co miałabym powiedzieć? Niewidzialna siła wstawiła się za mną, bo niby ona przywłaszczyła mnie? Prędzej zamknęliby mnie w pokoju w szpitalu psychiatrycznym, ale chyba miałam tam trafić dawno...
(*)
- Tato, mogę spać z Tobą? - spytałam z nadzieją w głosie.
- Co się dzieje, Kochanie? - zobaczyłam w oczach ojca troskę, ale też zaniepokojenie.
- Po prostu miewam koszmary.
Tak, jak jem swojego natrętnego kolegę z imprezy !.
- Jasne, śmiało. Wskakuj!
Położyłam się obok niego. Miałam nadzieję, że to pomoże. Ale się pomyliłam. Już zaraz słychać było miarowe oddychanie, które czasami przeradzały się w ciche pomruki. A ja nawet nie zmrużyłam oka.
Przerażało mnie wszystko. Cienie gałęzi drzew za oknem, bądź nawet najnormalniejsze dźwięki za oknem, typu krakanie kruków.
Drżałam. Okropnie. Pot oblewał moje ciało.
Chyba usnęłam, bo obudził mnie telefon. Jego ciche wibracje. Tak, zapewne spałam na czuja. Sięgnęłam po komórkę. Numer '111-111-111'
Zaniemówiłam z zaskoczenie. A może miałam zwidy?
Czułam, od kogo jest telefon. Omal mi nie spadł, tak bardzo drżałam. Odebrałam, przystawiając do ucha, na początku słychać było jedynie szelest. Jednak po chwili...
- Przywłaszczyłem Cię. - powiedział męski głos.
- Kim... kim jesteś? - spytałam z przerażeniem w głosie. Tak, cholernie się bałam. To nie było normalnie, odkąd zginął niewinny człowiek. Ba, to nie było normalnie kiedy otrzymałam zdjęcie przedstawiające mnie w swoim własnym łóżku.
- Przywłaszczyłem Cię, słyszysz? Takie flirty mają się nie powtarzać, zrozumiałaś? Masz mi być posłuszna, a nikomu nic się nie stanie! Twoja matka dzisiaj szybko zasnęła. Innymi razami przychodziło jej to z trudnością. - po chwili - Dlaczego śpicie razem? - usłyszałam nutkę zaciekawienia.
Szloch uwiązł mi w gardle. Łzy powoli przecinały w pół moje poliki.
- Nie płacz. - odezwał się nagle.
Krzyknęłam. Tego było za wiele, obserwuje mnie, teraz. Mój tata, nagle się uniósł z przerażeniem w oczach.
- Jezu, Słońce ! Czyżby koszmar?
- Nie tato, koszmar jeszcze przede mną.
Popłakałam się, a tata otuliła mnie do snu.
On to widzi.
Tylko dlaczego nie umiem powiedzieć tego ojcu? Bo on wie, że on jest moim słabym punktem. Wie, że nie zaryzykowałabym...
(*)
Od razu zaczynam drżeć. Tata się o mnie martwi, ponieważ całe dnie przesiaduję w domu, z zasłoniętymi zasłonami, w zupełnej ciemności, siedząc na łóżku, wpatrzona niemal w jeden punkt. Sufit.
Odbieram telefon. Po raz kolejny, od Niego. By po raz kolejny usłyszeć to samo.
- Kasiu, niegdyś byłaś taka szczęśliwa. To mi się w Tobie tak podobało. - powiedział. - A teraz.. zmizerniałaś. Co się dzieje?
Płacz wstrząsnął moim ciałem.
- Proszę, zostaw mnie. - błagałam.
- Nie, jesteś moja. Przywłaszczyłem Cię.
- Właśnie, że nie! Jestem niczyja, do nikogo nie należę, rozumiesz? Nie możesz sobie mnie wziąć! Nie masz najmniejszego prawa! Niszczysz moje życie, moją psychikę. Nie wiem kim, a może czym jesteś... wiem jedno, w tej chwili masz natychmiast zostawić mnie w spokoju.
No i nerwy puściły.
- Przywłaszczyłem Cię.
Rzuciłam telefonem. Następnie rzucałam już wszystkim.
Po moim pokoju został już jeden wielki syf!
Najgorsze jest to, że Roman zostawił mnie samą. Na cały tydzień, samą. Rozumiem, że miał szkolenie, ale nienawidzę go za to... Drżę ze strachu. Drżę ze złości. Drżę z nienawiści.
Zamknięta w czterech ścianach.
(*)
Idę do łazienki. Biorę prysznic. Z obojętnością suszę włosy, a następnie wiążę je w ciasny kucyk. Nawet na siebie nie patrzę. Zakładam dżinsy i bluzę. Wychodzę z domu. Drażni mnie słońce... Skutki siedzenia w ciemnościach.
ON. Nie odezwał się, od czterech dni. Ale za to odezwała się Caroline. Prosiła o spotkanie, zgodziłam się.
Idę do pizzeri. Nie zachwyca mnie wielki park, przez który przechodzę, a wcześniej aż musiałam się zatrzymać. Taki był piękny. Teraz go nienawidzę. Nienawidzę całego świata. Nienawidzę siebie, za to, że jestem Jego. Nienawidzę Caroline, bo nie chce mi wyjaśnić. Nienawidzę tego parku, bo on też nie jest w stanie nic zaradzić.
Wchodzę do restauracji i niemal jak robot siadam na krzesełku i kieruję wzrok od razu na sufit. Moja koleżanka popatrzyła na mnie
- Wyglądasz gówniano...
- I tak się czuję ... - próbowałam wstać i podejść do lady zamówić pizzę, lecz gdy byłam w połowie drogi, coś , czego nie zauważałam wpadło na mnie i popchnęło do stolika. Rzuciło się na mnie, czułam przy gardle gorący oddech bestii. Nie wiem co to było , lecz cholernie się bałam ...
(*)
Pats chodziła w kółko. Rzuciła się na łóżko i włączyła telewizor
- ,, Masakra w Pizzeri ,, Black Rose '' na podkarpaciu , została ranna dziewczyna ... "
Wybiegła szybko przez okno zostawiając włączony telewizor i rozgłos ,, kurwa '' w całym pokoju ...
(*)
- Spayk ... ?.
- Tak, to ja stary. Kurwa, ale mi stracha narobiłeś...
- Co się stało... ?. Au ... - spytał oszołomiony blondyn - Już nie musisz mówić ... - dodał po chwili
- Wiem stary...
- Gdzie jest Pats ... ?. - spytał próbując się rozglądać po pomieszczeniu, lecz nie widział nikogo poza Spaykiem
- Poszła ratować Kaśkę ... Była jakaś masakra w pizzeri na piątej
- Mówię Ci , że to miasto jest popieprzone, dzieją się co raz dziwniejsze rzeczy ....
(*)
Weszłam do domu, po ciemku przechodząc do pokoju. Od pięciu dni nie zapalałam świateł. Zwyczajnie bałam się tego, co zobaczę. Ułożyłam się na łóżku. Jak zawsze, skulona. I zasnęłam, by znów znaleźć się na uczcie z moją przepiękną krwistoczerwoną suknią.
Promienie słońca przyjemnie muskały moją twarz. Przeciągnęłam się na łóżku, ziewając przeciągle, jednak zdając sobie sprawę, co właściwie robię, natychmiast z lękiem skuliłam się i otworzyłam powieki. Kto odsłonił zasłony?
Jednak nie na nie patrzyłam. Przerażona odczytywałam staranne pismo z moich ścian. Były niemal wszędzie. Wielkie, których nie dało się przeoczyć oraz malutkie, przy których trzeba było wytężać wzrok.
Mój cały pokój był pokryty w zdaniach barwy krwistej ,, Przywłaszczyłem Cię ''.
Złapałam się za włosy, które zaczęłam ciągnąć, a jednocześnie krzyczałam jak najmocniej mogłam. Następnie wyłam, jednak ani łzy nie uroniłam. Być może byłam odwodniona, a może jednak już nie miałam sił.
Wszędzie tylko...
Przywłaszczyłem Cię. Przywłaszczyłem Cię. Przywłaszczyłem Cię.
Wstałam nagle, opadając na ziemię. Na domiar złego ujrzałam świeży napis (świadczył o tym jaśniejszy odcień.. farby? A może krwi! ), który jednak znajdował się w przeciwną stronę mojego łóżka.
Tym razem zakryłam dłonią usta. Czułam, że nie wytrzymam. Nienawidziłam tych ścian, nienawidziłam wszystkiego! WSZYSTKIEGO.
,, Tym razem miałaś szczęście, że nie zapaliłaś światła ''
(*)
- Kochanie ! Wróciłem ! - udało mi się usłyszeć radosny głos taty.
Drgnęłam, by zaraz móc kiwać się w przód i w tył. Ścisnęłam też mocniej nóż w dłoni. Kucałam na podłodze, w samym centrum pokoju. Głód ściskał mój żołądek, a jednak przez cały tydzień zdołałam zjeść tylko kanapkę z serem i krakersy. Mało też piłam. Bałam się pokonywać taką ilość schodów.
On mnie widzi. Obserwuje. A ja nie mogę, nie mogę go ujrzeć! Dlaczego, skoro jestem jego?
- Kasia ?. - Tym razem głos ojca nie był już tak radosny.
Usłyszałam kroki po schodach. Zaczęłam wyć przeciągle. Mimo, iż wszystko mówiło, że to mój kochany tata, bałam się, iż to może być ON... Że może mnie zabrać.
Drzwi zatrzeszczały delikatnie. Zacisnęłam powieki. Potem otworzyły się na oścież. Widząc mnie, rzucił walizki na ziemie i natychmiast do mnie podbiegł.
- Dziewczyno, jak ty wyglądasz! - zaczął krzyczeć, mając łzy,a zarówno strach w oczach.
Tak, wiem. Zapewne wyglądałam, jak te kobiety z psychiatryka...
Mocniej ścisnęłam nóż.
- Przywłaszczył mnie. - tylko to potrafiłam powiedzieć.
Przeraziłam go. Doskonale to wiedziałam. Cofnął się.
A następne co słyszałam, to jak dzwoni po kartkę.
Teraz zauważyłam, że tak mocno ściskałam nóż, iż utworzyłam ranę na wewnętrznej części dłoni. Dłoń kapała na mój ukochany dywan, którego już nienawidziłam.
(*)
- Halo ?.
- Dobry wieczór, czy dodzwoniłem się do pana Łukasza ?.
- Tak, o co chodzi ?. - wymamrotał 23 latek pijąc kawę
- Czy znał pan niejaką Katarzynę Clanss ?. - pytał głos w słuchawce
- Czy coś się z nią stało ?! - zakrzyczał przerażony strącając kubek z gorącą kawą
- Powtórzę pytanie : Czy znał pan Kaśkę Clanss ?.
- Oczywiście, że tak, ale o co chodzi ?! Czy stało się jej coś ?!
- Potwierdziło się, iż spędzał pan z tą dziewczyną bardzo dużo czasu i każda informacja na jej temat może być przydatna, proszę przyjechać do szpitala Jasielskiego na ulicy Lwowskiej. - rozłączył się
- KURWA ! - krzyknął lecąc do pokoju, przebrał szybko spodnie i wyleciał do garażu po motor. ,, O co może chodzić ?! Boże , Kaśka, w co ty się wpakowałaś ?! ''
(*)
- Pan Łukasz, prawda ?.
- Tak.
- Zapraszam - pokazał ręką mu drzwi, a potem krzesło. W pomieszczeniu byli sami policjanci
- Proszę nam powiedzieć, co robił pan dwa tygodnie temu , popołudniu .
- Tamto popołudnie spędzałem razem z Kaśką , ale proszę poczekać, o co tutaj chodzi ?.
- Czy pani Kasia, skarżyła się panu, że jest prześladowana, dostaje dziwne listy, ma myśli samobójcze i tym podobne ?.
- Niee. Znam Kaśkę od bardzo dawna, zawsze była osobą pozytywnie nastawioną do życia, nic nie mogło jej stanąć na przeszkodzie i zepsuć jej humoru ... Ale chwila... Chyba pan nie mówi, że ona popełniła samobójstwo ! - twarz chłopka zrobiła się jak ściana. Pielęgniarka przyniosła mu wody w kubku.
- Pani Kaśka była prześladowana różnymi listami i tym podobne. W ostatnich godzinach, próbowała popełnić samobójstwo, na szczęście pan Roman, ojciec, zadzwonił po karetkę. Pół godziny temu, ciało dziewczyny zostało porwane.
Łukasz podszedł do okna, chciał zaczerpnąć powietrza, nie wierzył w to co słyszy ...
- Rany Chryste ... - powiedział ostatkiem sił i stracił przytomność ... Zależało mu na dziewczynie...
- Siostro ! - zawołał komendant wychodząc na korytarz
(*)
Poczułam chłód. Obudziłam się pod starym drzewem , nie wiedziałam co ja tutaj robię. Dopiero po chwili, zdałam sobie sprawę, co się wydarzyło. Żałowałam, że nie udało mi się popełnić samobójstwa... W kieszeni spodni zaczął wibrować telefon. wyciągnęłam go : Łukasz . Nie spał ?.
- Tak ?. - zdałam sobie sprawę, że mam inny głos
- Kto odebrał ?. Halo ?. Kimkolwiek jesteś i co zrobiłeś z Kasią, nie daruję ci tego, słyszysz ?! Znajdę cię ! Zabiję cię ! - rozłączył się ... O co mu chodziło ... ?. Dobrze nie rozłączył się jeden dzwoni ktoś inny ... Nieznany numer
- Halo ?. - spytałam z chrypką. Mój głos wydawał się starszy, jakby należał do 50-cio letniego mężczyzny .
- Ty sukinsynu jebany , mówiłam ci, żebyś się odpierdolił, zobaczysz , jak cię komisja rozjebie ! - usłyszałam głos Pats i Caroline.
- Aha, miło mi, że wyzywacie swoją koleżankę - starałam się, by mówić nie chrypiąc
- Kaska , nic ci nie jest ! Jakie szczęście ! Gdzie jesteś ?!
- Nie mam pojęcia... W jakimś starym lesie...
- Mroczny Jar... Czekaj tam ...
Kolejna się rozłączyła.. Wstałam z kolan , powoli łapiąc równowagę. Chciałam się przejść po okolicy , może znajdę drogę ?.
Przedzierałam się przez setki krzaków, liści... Przeskakiwałam, przez kamienie, te mniejsze i te większe... Wreszcie z oddala ujrzałam starą chatkę z drewna, może akurat, ktoś tam mieszka, to, mogłabym poczekać, na polu zaczynało padać.. Usłyszałam parę krów i gdy podeszłam bliżej, zauważyłam bydło. Ktoś musiał dbać o rolę.
Zapukałam cicho do drzwi, lecz nie usłyszałam chociażby szmeru, oprócz muczenia krów. Może śpią ?. Zapukałam jeszcze raz i poczułam czyjąś rękę na ramieniu
- A gdzie ty ten swój nos wkładasz, co ?! Czego tutaj szukasz ?! - ujrzałam mężczyznę na oko na metr sześćdziesiąt ubranego w koszulę w kratę i stare poprzecierane jeansy.
- Ja ... Ja ... Ja tylko ... No ... Szukałam schronienia... Przed ... Deszczem .... Przepraszam, jeżeli przeszkodziłam... - wyjąkałam patrząc na mężczyznę. Gdzieś już widziałam tę mordę, tylko nie mam pojęcia gdzie...
Przepraszam, za krótką notkę, ale śpiąca jest, a wymyślałam ją pół nocy i o 04:13 chyba spać można pójść ;3
czwartek, 8 sierpnia 2013
III . DŁUGIE XD
Rozdział III
czyli
Pierwsza minuta może być ostatnia.
Dlatego ceń ją jak ostatnią.
Po wypadku już trochę minęło. Nawet nie boli... Najgorzej jest, gdy siadam wieczorem na łóżku i czuję, że tak naprawdę, to nie mam już nic.. Nie ma do kogo zadzwonić, przytulić... Wyciągnęłam komórkę i weszłam w spis kontaktów. ,, Misiek '' . Kliknęłam na nazwę.. ,, Usuń '' . Palce mi drżały ... Nie mogłam tego wybaczyć.. Kochałam, lecz ...
- Podnoś tą dupę, wychodzimy - usłyszałam głos Pats która wyrwała mnie z zamyśleń. Podeszła i podniosła żaluzje w oknach i otworzyła balkon wpuszczając trochę światła i powietrza
- Niee... - mruknęłam protestując
- Nie ma nie ! - podniosła mnie i zaprowadziła do łazienki - Weź prysznic i chodź.
Zrezygnowana weszłam do środka. Popatrzyłam do lusterka, zobaczyłam w nim dziewczynę z tłustymi włosami w nieładzie, popisaną skórą markerem i starej poszarpanej szarej piżamie. Może i warto było coś zmienić ?. Ściągnęłam ubranie i weszłam do kabiny prysznicowej puszczając ciepłą wodę. Wyszorowałam całe ciało , po czym nalałam trochę szamponu na mokre już włosy. Przyjemnie było poczuć znów rozlewającą się ciecz po głowie. Spłukując włosy rozkoszowałam się ciepłem , które zaraz zniknie po otworzeniu drzwi.
Gdy skończyłam się wycierać, otuliłam się czarnym ręcznikiem i chwyciłam za klamkę. Wtedy poczułam jednak czyjś wzrok, ale pamiętałam , że wchodziłam tutaj sama. Odwróciłam się z lekką niepewnością i zobaczyłam chłopaka mniej więcej na 17 - 18 lat , z czarnymi włosami i złotymi oczami. Był ubrany na czarno, bardziej pod rock, zaśmiał się po czym zniknął. Pisnęłam i wyleciałam niczym fajerwerki w Sylwestra do pokoju.
- Co ty, ducha zobaczyłaś ?. - zapytała widząc moją minę
- A żebyś kurwa wiedziała ...
- Przywidziało ci się.. - widząc jej minę miałam pewność że mi się NIE PRZYWIDZIAŁO . Podeszłam do niej i wzięłam reklamówkę którą trzymała w ręce. Ubrałam jej zawartość, nie zwracając uwagi nawet na to , co ubieram. Usiadłam na pufie, a Pats zajęła się moimi włosami. Nie mogłam nawet popatrzeć do lusterka co ona robi. Pf. Czułam tylko ciepło suszarki, wosk w płynie i szczotkę, reszty określić nie potrafię...
- Koniec. - powiedziała z triumfem .
Wstałam i podeszłam do lustra , które było przymocowane do brązowej szafy w pokoju obok. Przede mną stała rudowłosa piękność ze ściętą grzywką - dziwne, nawet nie czułam nożyczek - ułożoną w stylu emo ; scene , ubraną w sukienkę z białą górą i czarną spódnicą i czarnymi szelkami a do tego czarne trampki i naszyjnik z trupią czaszką. Nie mogłam uwierzyć, że to ja... Nawet nie dała mi nic powiedzieć, już złapała mnie za dłoń i pociągnęła za sobą .
(*)
- Kurwa! - krzyknął w przestrzeń pustego strychu. Rzucał się po ścianach, po pudłach, skakał i wieszał się, słuchał muzyki , starał się zapomnieć. Lecz znalazł stare zdjęcie.. Gdzie byli szczęśliwi...
,, Kurwa, jaki ja jestem głupi! '' - pomyślał
- Nie zaprzeczę ... - usłyszał za sobą czyjś głos. Przestraszony odwrócił się i dostał czymś w głowę.
(*)
- Kaśkaa ! No chodź, błagam! - zaśmiała się
- Nie ! - protestowałam . Nie chciałam iść nad rzekę, za dużo ludzi w takie ciepłe dni.. Pats się wkurzyła i chciała mnie złapać za ramię, za to złapała mnie za szelki od sukienki. Chyba tego nie zauważyła, bo ciągła mnie i ściągała ze mnie kieckę.
- Oj Pats, Pats. Nie ładnie tak koleżanki rozbierać - usłyszałam męski głos. Przestraszyłam się, bo moja kreacja była ściągnięta do bioder, że mój biustonosz był na wierzchu. Dziewczyna usłyszała też to zdanie i odwróciła się . Zobaczyła że w ręce trzyma tylko ramiączko, a nie moje ramie. Biegiem rzuciła się na mnie ubierając mi znowu to , co zdjęła.
- Cześć Monika ... - przywitała się
- PATKA ! Czemu ja tak cierpię ?!
- No dlatego, że .. A nie, to nie... To pewnie ... A nie, to też nie... No ... Dla zasady . Oj Maciejka, przepraszam.
- Pats która ma uczucia ! Tego w kinach jeszcze nie puszczali ! - zaśmiał się
- To było chamskie ! - krzyknęła i zaczęła go bić różą którą zerwała w ogródku.
- Tak poza tym, jestem Maciek, a ty pewnie nazywasz się Piękna - powiedział do mnie, a ja poczułam , że się czerwienię
- Maciek...
- Oj no Pats ! Nie psuj mi podrywu ! - powiedział zrezygnowany
- Kaśka jestem - wyszeptałam zawstydzona
- Oj, Kasia. Jakie piękne imię, jedno z najpiękniejszych na świecie
Wkurwiłam się. NIENAWIDZĘ JAK KTOŚ NAZYWA MNIE KASIA !
Rzuciłam się na chłopaka i powaliłam go na ziemię .
- Za co to ?! - spytał bolącym głosem chłopak
- Ona nienawidzi jak ją się nazywa Kasia - powiedziała Pats leżąc ze śmiechu.
(*)
- Ja pierdole, jakie gorąco - usłyszałam Maćka , który szedł po mojej lewej. Ściągnęłam swoją czapkę i okulary i ubrałam mu je - Dzięki, ale ty też musisz coś mieć - stwierdził z uśmiechem oddając mi czapkę
- Zakochani - zaśmiała się Pats , ale widząc nasze spojrzenia dodała - No przepraszam, mam fazę !
- Dobra, tu schodzimy - powiedziałam, widząc zejście z wałów w krzaki . Już słyszeliśmy szum rzeki. Chciałam się trochę opalić, bo wyglądałam, jak trup. Pierwsza zeszła Pats, potem Maciek, a teraz ja. Schodziłam powoli , lecz zahaczyłam sznurówką o korzeń i sturlałam się z górki na nic nie wiedzących znajomych.
- Szlag, czuję się, jakby jeleń mnie potrącił - powiedziała Pats
- To tylko ja - zaśmiałam się.
Usłyszeliśmy nagle muzykę, zaciekawieni wstaliśmy i weszliśmy na piaszczysty teren nad rzeką. Zobaczyliśmy naszą kochaną ciemną blondynkę o granatowym spojrzeniu .
- Carolineee ! - krzyknęłam i rzuciłam się na dziewczynę która stała do mnie tyłem. Obie wylądowałyśmy w wodzie
- Kaśka ?. - spytała zdziwiona , gdy leżała pode mną
- Tag kochanie - odpowiedziałam ze śmiechem pomagając jej wstać
- Wy wyglądacie prawie tak samo - powiedział Maciek z wyrazem na twarzy niczym O_O
- Tag ! - krzyknęłyśmy razem z Caro
- Łapaj - koleżanka rzuciła mi worek. Już wiedziałam co tam jest . Przebrałam się przy nich, nie zwracając uwagi na chłopaka. Razem z Caro ćwiczyłyśmy układ taneczny, Maciek z Pats siedzieli na kamieniach we wodzie rozmawiając, gdy nagle usłyszeliśmy głośne
- NIECH ŻYJĄ WAKACJE !
*PLUM*
Ktoś skoczył ze skał do rzeki. Wszyscy podbiegliśmy w miejsce, gdzie ktoś zniknął w wodzie. Maciek wyciągnął ciało chłopaka na brzeg
- Damien ! - krzyknęła Pats i pobiegła do chłopaka. Widząc, że stracił przytomność zadzwoniła szybko po karetkę.
- Kurwa ! - usłyszeliśmy za sobą jeszcze jeden głos - Damieeen ! Kurwa gdzie jesteś ! - odwróciłam się i zobaczyłam Dominica, który wybiegł z krzaków. Caro i Pats zaciekawione , co mnie zdziwiło spojrzały w tym samym kierunku .
- Kaśka ... - powiedział cicho
Maciek popatrzył cicho na ,, siostrę '' która kiwnęła mu głową
- Odejdź stąd - wyszedł na przód
- Ponieważ ?.
- Odejdziesz stąd sam, czy mam ci pomóc ?. - spytał grzecznym tonem
- Pomóż - odpowiedział pewny siebie
Oboje w tym samym tempie rzucili się na siebie.
Gdy widziałam , jak mój nowy znajomy nie miał sił, postanowiłam wkroczyć.
- Kaśka nie ... - Caroline mnie chwyciła za rękę.
Popatrzyłam na nią i dałam sobie spokój. Lecz po chwili wyrwałam rękę i rzuciłam się na Dominica, który trzymał nóż przy gardle Maćka. Poczułam na klatce zimny wiatr, a moje serce, zawsze otwarte zamieniło się w zimne, które już niczym się nie przejmowało.
(*)
Usiadłam na długich schodach . Byłam sama. Głowę spuściłam , opierając się na kolanach ... Nie mogłam w to uwierzyć, moi przyjaciele .... Co ja w ogóle robię... ?. Damien leży w szpitalu ... Dominica pobiłam, chociaż należało mu się... Pats , Caroline ... Siedzą przy Damienie, a ja ... ?. Co ja chcę osiągnąć ... ?. Usłyszałam, że ktoś usiadł obok mnie, ale nawet nie podniosłam głowy
- Kłólićku ( od autorki : To jest zmutowane Króliczku xD ) , nie zamartwiaj się !
,, Kłólićku '' ?.
- Łukasz ... ?. - podniosłam głowę i zobaczyłam ciemnego bruneta ubranego w koszulę w paski i jasnozieloną kurtkę , w jeansy i adidasy - Łukasz ! - krzyknęłam przytulając się do niego . Lecz po chwili, zrozumiałam, co zrobiłam i wycofałam się
- Oh, Kłólićku - zaśmiał się i pomógł mi wstać.
(*)
- No i wiesz, ta gałąź go tak przytrzasnęła - wybuchliśmy śmiechem. Siedzieliśmy teraz na jednej z licznych ciemnych drewnianych ławek w parku, przy samej fontannie, która dawała trochę chłodu. Zdjęłam torbę i położyłam obok jego kurtki. Poszłam do kosza wywalić chusteczkę, która mi została po lodach. Gdy odwróciłam się, poczułam coś chłodnego na klatce piersiowej i zorientowałam się , że mój towarzysz potknął się i wypaprał mnie lodami. Mogłam się tego spodziewać. Podrywacz. xd
- Oh, psieplasiam. Alee wiem jak Ci pomóc ! - krzyknął i łapiąc mnie na ręce wrzucił do fontanny - Nium, a teraz będziesz musiała zdjąć koszulkę , hie hie ! - jebany 23 latek . xd
- Ale pomóż mi wyjść - krzyknęłam, udając że ślizgam się po śliskich płytkach w środku. Chłopak przybiegł i podał mi rękę, chwyciłam ją i wciągnęłam biedaka do środka - No, teraz ty też będziesz musiał zdjąć koszulkę , haha !
Taplaliśmy się tak , aż nagle nastał wieczór
*DRYŃ*
Usłyszeliśmy telefon.
- To mój - zaśmiał się
Pomógł mi wyjść ze środka i podeszliśmy do ławki
- Halo ?. Tak, wiem, wiem. * śmiech * Już będę . No nie wiem . Tak, przyjdę. Ale zostaw je. No kurwa! - odłożył telefon. Popatrzyłam na niego pytająco - Będę musiał zaraz wracać do domu, bo kuzyn chce moje walizki rozpakować
- Przyjechałeś na kilka dni ?. - zapytałam z wyszczerzem na ryju
- Specjalnie dla ciebie - puścił mi buziaka
- Jak ja Cię kocham - zaśmialiśmy się. Łukasz zarzucił na mnie swoją kurtkę, żeby było mi ciepło. I wracaliśmy, opowiadając sobie różne rzeczy .
(*)
- No to żegnam cię Słodziaku - powiedział , gdy staliśmy już pod moim domem
- No niestety - przytuliłam się. Byliśmy już na szczęście wysuszeni. - Dobrych snów Kłólićku - dał mi buziaka w policzek i poszedł puszczając mi jeszcze oczko. Usiadłam na huśtawce. Zawiało dziwnie zimnym wiatrem, więc weszłam do domu.
- Cześć tato - przytuliłam się do niego, zastając go w kuchni
- Czeeść Słońce - pocałował mnie w czoło - Ładna kurtka - zaśmiał się dając mi ciekawskie spojrzenie
Zaśmiałam się
- Kolega mi pożyczył, bo było zimno no a nie chciał, żebym się przeziębiła
- Materiał na męża normalnie . Ah, właśnie, Masz list.
Byłam zdziwiona, rzadko bardzo dostawałam listy.
- Dzięki - wzięłam go i poszłam do swojego pokoju. Powiesiłam kurtkę Łukasza na drzwiach od szafy, a sama usiadłam na pufie i wzięłam laptopa na kolana. Uruchomiłam go i wzięłam się za otwieranie listu. Nie było nadawcy, dziwne. Wodziłam z początku palcem po krańcach listu. Wyczuwałam coś niepokojącego. Czasem ma się takie odczucia... I już.. Raz kozie śmierć. Otworzyłam kopertę, z zaskoczeniem stwierdzając, że w środku nie znajduję się kartka ze słowami, lecz... Jakaś fotografia.. Bez zbędnych podejrzeń, zaciekawiona wyjęłam zdjęcie, które momentalnie wzbudziło zdziwienie na mojej twarzy.
Zdjęcie przedstawiało mnie.. Na schodach, przed przyjściem Łukasza.. Ktoś musiał mi zrobić zdjęcie z chodnika, no ale, dostrzegłabym światło, jakiś dźwięk, czy coś.. No cholera jasna ! Przecież kurwa zauważyłabym coś niepokojącego naprzeciw mnie !. Fotografia została oprawiona w żałosne czerwone serduszka. Czyżbym miała jakiegoś wielbiciela ... ?. Może Dominic robi sobie znowu nadzieje... ?. Albo Łukasz, zanim usiadł... ?. Odwróciłam znalezisko, widząc z tyłu staranne pismo, które widziałam pierwszy raz na oczy :
,, Jesteś piękna. Jesteś moja. Przywłaszczyłem Cię. ''
Kurwa, to pewnie Dominic za to, że go dzisiaj skopałam. Wyciągnęłam telefon i znając numer na pamięć zadzwoniłam, wyjaśnić tą sytuację.
WYŁĄCZONY TELEFON.
KURWA
Dobra... Chory typ...
- Kasiaaa ! Kolacjaaa ! - usłyszałam
- Idę tatoo !
Wyrzuciłam zdjęcie do śmietnika, nie zawracając sobie nim uwagi, poszłam na kolację.
(*)
Duszna noc dawała mi się we znaki. Właściwie nie mogłam zasnąć. Przekręcałam się co chwila z boku na bok, aż w końcu ułożyłam się na stercie poduszek, niemal w pozycji siedzącej. Przymknęłam powieki, odnajdując spokój. Powoli odczułam, jak odpływam. Lecz zaraz poczułam się po prostu nieswojo... Otworzyłam jedną z powiek, widząc w ostatnim momencie ruch zasłony, oraz chudą, przerażającą, niemal kościstą dłoń, która tą zasłonę ruszała. Jednak gdy z przerażenia, podniosłam głowę, wszystko ustało. Tak po prostu.. Jakby nigdy nic.
(*)
- Dobra, moja droga, z kim tak korespondujesz ?. - spytał mnie tata, unosząc brew do góry, co miało oznaczać zaciekawienie, a wyglądało dość kiczowato.
- Ja .. - nie wiem czemu, nigdy nie mieliśmy przed sobą z tatą tajemnic, ale nie chciałam mu o tym mówić. Miał swoje problemy - Po prostu... Sms'y są przereklamowane. - zaśmiałam się mając nadzieję, że nie słyszał nerwów w moich głosie. KURWA, ZNOWU MI COŚ WYSŁAŁ ?!
Odebrałam list od ojca i popędziłam do swojego pokoju. Co ?. Tym razem zrobił mi zdjęcie, kiedy sikam pod krzakiem nad jeziorem dzisiaj ?! Wkurwiona jestem. DLACZEGO WŁAŚNIE JA ?! Tym bardziej, że wcale mi to nie schlebiało ... Raczej zaczęło mnie to przerażać.. Od razu po dotyku poznałam, że to kolejne zdjęcie. Koperta była za sztywna na kartkę papieru. Nie czekając dłużej, zajrzałam do środka. Ujrzałam, co przedstawia fotografia, w tym momencie odrzucając je, jakby parzyło, a jednocześnie wydałam z siebie głośny krzyk. O mój Boże... Momentalnie zaczęłam drżeć.
Panikuję.
Drżę.
Panikuję.
Płaczę.
Schowałam twarz w dłoniach, tkwiąc tak przez kilka minut. Dopiero potem zdecydowałam się spojrzeć jeszcze raz na zdjęcie.
Jest ciemno.
Śpię. Prawie na siedząco, dzięki warstwie kilkunastu poduszek. Po mojej minie, widać, że sen przechodzę z niepokojem.
Jestem w pokoju.
Śpię w swoim łóżku.
Zdjęcie zostało wykonane ... OBOK OKNA. Prawdopodobnie w miejscu, gdzie wisi odsłonięta zasłona ...
Cholera jasna.
Zaraz słyszę krzyk taty.
- Kasiu, córeczko, jadę do cioci Alexy, miała jakiś atak i chciała popełnić samobójstwo !. - po jego głosie słyszę, że jest przybity. Zdecydowałam się uporać z tym sama, nie chciałam zadawać mu jeszcze więcej zmartwień. W końcu, to jego siostra ... Więc pocałowałam go tylko w policzek na pocieszenie. Po chwili usłyszałam głos zamykanych drzwi i silnik odjeżdżającego samochodu.
ON był w moim domu ...
ON był w moim pokoju ...
Uniosłam wzrok na czarne zasłony ..
Przebiegła mnie przerażająca myśl : Nie zasnę dzisiaj.
(*)
- Kaśka, jest po północy, powinnyśmy się zbierać już do ciebie - powiedziała Caroline. Ledwo ją usłyszałam, przez głośną muzykę na dyskotece.
- Tak - uśmiechnęłam się - Daj mi jeszcze pięć minut, okej ?. Skoczę tylko do toalety..
- Jasne, będę czekała tutaj , albo przy barze.
Widziałam, jak odchodzi w stronę baru do przystojnego kelnera.
Zaśmiałam się i ruszyłam w stronę łazienki, przepychając się przez przepoconych, roztańczonych imprezowiczów. W końcu odnalazłam drzwi ,, DAMSKA TOALETA " . Weszłam, z ogarniającą mnie ulgą. Muzyka ucichła. Chłodniejsze powietrze przyjemnie muskało moje ciało. Podeszłam do lustra, oglądając się w nim. Poprawiłam makijaż i włosy, po czym umyłam dłonie. Do środka nieoczekiwanie wszedł chłopak.
,, O nie. To ten który się do mnie dostawiał '' - pomyślałam . Przewróciłam oczami.
- Zostaw mnie, nie jestem zainteresowana.
- Posłuchaj ... Masz świetne ciało, po prostu ... Daj się pocałować. - odezwał się już lekko podbity.
Wyminęłam go, lecz ten schwytał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Nie wiem nawet kiedy, poczułam jego wargi na swoich. Popchnęłam go z obrzydzeniem.
- Zostaw mnie !
Wykrzyczałam, po chwili zawtórował mi inny głos. Ale on .. Nie był ani mój .. Ani tego chłopaka ..
- Jest moja... Przywłaszczyłem ją ... - rozległ się przerażający krzyk.
Potem patrzyłam ze strachem, jak natrętny chłopak jest ... " Pomiatany " .. Jak coś, niewidocznego dla moich oczu, rzuca nim non stop o ścianę, aż na sam koniec wokół niego rozlewa się szkarłatna ciecz. KREW.
- O mój Boże ! - wykrzyczałam na cały głos.
- Kaśka, chodźmy już do doo ... Co tu się stało ?! - Caroline weszła do łazienki i zobaczyła martwe ciało w kałuży krwi..
- No.. On się przystawiał do mnie i .. Coś go rzuciło a ścianę ..
- Kurwa, zaczyna się ... Pats ?. Zaczęło się, trzeba coś zrobić - usłyszałam jak moja towarzyszka rozmawia przez telefon... Popatrzyłam na nią pytająco
- CHOLERA JASNA, CZY MOŻECIE MI WYTŁUMACZYĆ CO SIĘ TUTAJ DZIEJE ?!
(*)
Siadłam do stołu, ubrana w piękną, krwistoczerwoną suknię. Na przeciwko mnie, siedzi również elegancko ubrany mężczyzna. Chwytam w dłonie sztućce i uśmiecham się do Niego porozumiewawczo. Ów mężczyzna nie ma twarzy.. Znaczy w pewnym sensie ma, ale dziwną.. Jednak mnie to nie dziwi.. Ani nie przeraża .. Czuję głód.. Przejeżdżam językiem po wampirzych kłach.
Mężczyzna unosi pokrywkę, pod którą znajduje się nasza kolacja. Zniecierpliwiona czekam na danie. Spuszczam wzrok, na przerażoną twarz chłopaka z clubu, który wcześniej próbował mnie uwieść.
,, Proszę, zostawcie mnie !. Jesteście chorzy !. Zupełnie bez serca !. Co wy ode mnie chcecie ?!. Po co wam noże ?!. POMOCY !. "
Mój śmiech, rozbrzmiał po całym pomieszczeniu.
- Damy pierwsze - usłyszałam głos mężczyzny, który się uśmiechał
Kiwnęłam głową .. I .. Zaczęłam odkrajać .. Rękę Creepa, bo tak miał na imię owy chłopak. Jego krzyk, był ukojeniem dla moich uszu. Uniosłam ją, pozwalając, by krew kapała na moją twarz... Językiem oblizałam usta, uśmiechając się uwodzicielsko, jakbym miała nakręcić tym swojego towarzysza.
Następnie...
-------------------------------------------------------------
Hmmm ... Jak myślicie ?. Co będzie dalej ?! Co będzie ,, Następnie ...'' ... ?. To w następnej notce ; 3
--------------------------------------------------------------
,, Nie chcę odwiedzin, chyba że masz dla mnie lek na receptę (...) . Ile trzeba tego zażyć, żeby nie chcieć umrzeć ?! ''
/ Zeus - Hipotermia /
Subskrybuj:
Posty (Atom)