poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział IV

ROZDZIAŁ IV 
CZYLI 
NO KURWA, 
MUSIAŁEŚ NAPISAĆ ?!



Następnie...
Krzyk wydobył się z mojego gardła. Odrzuciłam kołdrę i od razu wstałam z łóżka obchodząc cały pokój w poszukiwaniu kamery, aparatu, czegokolwiek. Ten ktoś doprowadza mnie do obłędu! Zaczynam miewać koszmary. Tak nie może być!
I nagle odzyskuję wspomnienia. Creeps, pocałunek, krew.


(*)


Miasteczko przyjęło śmierć Creeps'a, jako poślizgnięcie się w łazience, kiedy to ja zamierzałam się wyrwać z jego uścisku. Nic nie miałam do powiedzenia ... A co miałabym powiedzieć? Niewidzialna siła wstawiła się za mną, bo niby ona przywłaszczyła mnie? Prędzej zamknęliby mnie w pokoju w szpitalu psychiatrycznym, ale chyba miałam tam trafić dawno...


(*)


- Tato, mogę spać z Tobą? - spytałam z nadzieją w głosie.
- Co się dzieje, Kochanie? - zobaczyłam w oczach ojca troskę, ale też zaniepokojenie.
- Po prostu miewam koszmary.
Tak, jak jem swojego natrętnego kolegę z imprezy !.
- Jasne, śmiało. Wskakuj!
Położyłam się obok niego. Miałam nadzieję, że to pomoże. Ale się pomyliłam. Już zaraz słychać było miarowe oddychanie, które czasami przeradzały się w ciche pomruki. A ja nawet nie zmrużyłam oka.
Przerażało mnie wszystko. Cienie gałęzi drzew za oknem, bądź nawet najnormalniejsze dźwięki za oknem, typu krakanie kruków.
Drżałam. Okropnie. Pot oblewał moje ciało.
Chyba usnęłam, bo obudził mnie telefon. Jego ciche wibracje. Tak, zapewne spałam na czuja. Sięgnęłam po komórkę. Numer '111-111-111'
Zaniemówiłam z zaskoczenie. A może miałam zwidy?
Czułam, od kogo jest telefon. Omal mi nie spadł, tak bardzo drżałam. Odebrałam, przystawiając do ucha, na początku słychać było jedynie szelest. Jednak po chwili...
- Przywłaszczyłem Cię. - powiedział męski głos.
- Kim... kim jesteś? - spytałam z przerażeniem w głosie. Tak, cholernie się bałam. To nie było normalnie, odkąd zginął niewinny człowiek. Ba, to nie było normalnie kiedy otrzymałam zdjęcie przedstawiające mnie w swoim własnym łóżku.
- Przywłaszczyłem Cię, słyszysz? Takie flirty mają się nie powtarzać, zrozumiałaś? Masz mi być posłuszna, a nikomu nic się nie stanie! Twoja matka dzisiaj szybko zasnęła. Innymi razami przychodziło jej to z trudnością. - po chwili - Dlaczego śpicie razem? - usłyszałam nutkę zaciekawienia.
Szloch uwiązł mi w gardle. Łzy powoli przecinały w pół moje poliki.
- Nie płacz. - odezwał się nagle.
Krzyknęłam. Tego było za wiele, obserwuje mnie, teraz. Mój tata, nagle się uniósł z przerażeniem w oczach.
- Jezu, Słońce ! Czyżby koszmar?
- Nie tato, koszmar jeszcze przede mną.
Popłakałam się, a tata otuliła mnie do snu.
On to widzi.
Tylko dlaczego nie umiem powiedzieć tego ojcu? Bo on wie, że on jest moim słabym punktem. Wie, że nie zaryzykowałabym...


(*)


Od razu zaczynam drżeć. Tata się o mnie martwi, ponieważ całe dnie przesiaduję w domu, z zasłoniętymi zasłonami, w zupełnej ciemności, siedząc na łóżku, wpatrzona niemal w jeden punkt. Sufit.
Odbieram telefon. Po raz kolejny, od Niego. By po raz kolejny usłyszeć to samo.
- Kasiu, niegdyś byłaś taka szczęśliwa. To mi się w Tobie tak podobało. - powiedział. - A teraz.. zmizerniałaś. Co się dzieje?
Płacz wstrząsnął moim ciałem.
- Proszę, zostaw mnie. - błagałam.
- Nie, jesteś moja. Przywłaszczyłem Cię.
- Właśnie, że nie! Jestem niczyja, do nikogo nie należę, rozumiesz? Nie możesz sobie mnie wziąć! Nie masz najmniejszego prawa! Niszczysz moje życie, moją psychikę. Nie wiem kim, a może czym jesteś... wiem jedno, w tej chwili masz natychmiast zostawić mnie w spokoju.
No i nerwy puściły.
- Przywłaszczyłem Cię.
Rzuciłam telefonem. Następnie rzucałam już wszystkim.
Po moim pokoju został już jeden wielki syf!
Najgorsze jest to, że Roman zostawił mnie samą. Na cały tydzień, samą. Rozumiem, że miał szkolenie, ale nienawidzę go za to... Drżę ze strachu. Drżę ze złości. Drżę z nienawiści.
Zamknięta w czterech ścianach.


(*)


Idę do łazienki. Biorę prysznic. Z obojętnością suszę włosy, a następnie wiążę je w ciasny kucyk. Nawet na siebie nie patrzę. Zakładam dżinsy i bluzę. Wychodzę z domu. Drażni mnie słońce... Skutki siedzenia w ciemnościach.
ON. Nie odezwał się, od czterech dni. Ale za to odezwała się Caroline.  Prosiła o spotkanie, zgodziłam się.
Idę do pizzeri. Nie zachwyca mnie wielki park, przez który przechodzę, a wcześniej aż musiałam się zatrzymać. Taki był piękny. Teraz go nienawidzę. Nienawidzę całego świata. Nienawidzę siebie, za to, że jestem Jego. Nienawidzę Caroline, bo nie chce mi wyjaśnić. Nienawidzę tego parku, bo on też nie jest w stanie nic zaradzić.
Wchodzę do restauracji i niemal jak robot siadam na krzesełku i kieruję wzrok od razu na sufit. Moja koleżanka popatrzyła na mnie
- Wyglądasz gówniano...
- I tak się czuję ... - próbowałam wstać i podejść do lady zamówić pizzę, lecz gdy byłam w połowie drogi, coś , czego nie zauważałam wpadło na mnie i popchnęło do stolika. Rzuciło się na mnie, czułam przy gardle gorący oddech bestii. Nie wiem co to było , lecz cholernie się bałam ...


(*) 


Pats chodziła w kółko. Rzuciła się na łóżko i włączyła telewizor
- ,, Masakra w Pizzeri ,, Black Rose '' na podkarpaciu , została ranna dziewczyna ... "
Wybiegła szybko przez okno zostawiając włączony telewizor i rozgłos ,, kurwa '' w całym pokoju ...


(*) 


- Spayk ... ?.
- Tak, to ja stary. Kurwa, ale mi stracha narobiłeś...
- Co się stało... ?. Au ... - spytał oszołomiony blondyn - Już nie musisz mówić ... - dodał po chwili
- Wiem stary...
- Gdzie jest Pats ... ?. - spytał próbując się rozglądać po pomieszczeniu, lecz nie widział nikogo poza Spaykiem
- Poszła ratować Kaśkę ... Była jakaś masakra w pizzeri na piątej
- Mówię Ci , że to miasto jest popieprzone, dzieją się co raz dziwniejsze rzeczy ....


(*)


Weszłam do domu, po ciemku przechodząc do pokoju. Od pięciu dni nie zapalałam świateł. Zwyczajnie bałam się tego, co zobaczę. Ułożyłam się na łóżku. Jak zawsze, skulona. I zasnęłam, by znów znaleźć się na uczcie z moją przepiękną krwistoczerwoną suknią.
Promienie słońca przyjemnie muskały moją twarz. Przeciągnęłam się na łóżku, ziewając przeciągle, jednak zdając sobie sprawę, co właściwie robię, natychmiast z lękiem skuliłam się i otworzyłam powieki. Kto odsłonił zasłony?
Jednak nie na nie patrzyłam. Przerażona odczytywałam staranne pismo z moich ścian. Były niemal wszędzie. Wielkie, których nie dało się przeoczyć oraz malutkie, przy których trzeba było wytężać wzrok.
Mój cały pokój był pokryty w zdaniach barwy krwistej ,, Przywłaszczyłem Cię ''.
Złapałam się za włosy, które zaczęłam ciągnąć, a jednocześnie krzyczałam jak najmocniej mogłam. Następnie wyłam, jednak ani łzy nie uroniłam. Być może byłam odwodniona, a może jednak już nie miałam sił.
Wszędzie tylko...
Przywłaszczyłem Cię. Przywłaszczyłem Cię. Przywłaszczyłem Cię.
Wstałam nagle, opadając na ziemię. Na domiar złego ujrzałam świeży napis (świadczył o tym jaśniejszy odcień.. farby? A może krwi! ), który jednak znajdował się w przeciwną stronę mojego łóżka.
Tym razem zakryłam dłonią usta. Czułam, że nie wytrzymam. Nienawidziłam tych ścian, nienawidziłam wszystkiego! WSZYSTKIEGO.

,, Tym razem miałaś szczęście, że nie zapaliłaś światła ''


(*)


- Kochanie ! Wróciłem ! - udało mi się usłyszeć radosny głos taty.
Drgnęłam, by zaraz móc kiwać się w przód i w tył. Ścisnęłam też mocniej nóż w dłoni. Kucałam na podłodze, w samym centrum pokoju. Głód ściskał mój żołądek, a jednak przez cały tydzień zdołałam zjeść tylko kanapkę z serem i krakersy. Mało też piłam. Bałam się pokonywać taką ilość schodów.
On mnie widzi. Obserwuje. A ja nie mogę, nie mogę go ujrzeć! Dlaczego, skoro jestem jego?
- Kasia ?. - Tym razem głos ojca nie był już tak radosny.
Usłyszałam kroki po schodach. Zaczęłam wyć przeciągle. Mimo, iż wszystko mówiło, że to mój kochany tata, bałam się, iż to może być ON... Że może mnie zabrać.
Drzwi zatrzeszczały delikatnie. Zacisnęłam powieki. Potem otworzyły się na oścież. Widząc mnie, rzucił walizki na ziemie i natychmiast do mnie podbiegł.
- Dziewczyno, jak ty wyglądasz! - zaczął krzyczeć, mając łzy,a zarówno strach w oczach.
Tak, wiem. Zapewne wyglądałam, jak te kobiety z psychiatryka...
Mocniej ścisnęłam nóż.
- Przywłaszczył mnie. - tylko to potrafiłam powiedzieć.
Przeraziłam go. Doskonale to wiedziałam. Cofnął się.
A następne co słyszałam, to jak dzwoni po kartkę.
Teraz zauważyłam, że tak mocno ściskałam nóż, iż utworzyłam ranę na wewnętrznej części dłoni. Dłoń kapała na mój ukochany dywan, którego już nienawidziłam.


(*) 


- Halo ?.
- Dobry wieczór, czy dodzwoniłem się do pana Łukasza ?.
- Tak, o co chodzi ?. - wymamrotał 23 latek pijąc kawę
- Czy znał pan niejaką Katarzynę Clanss ?. - pytał głos w słuchawce
- Czy coś się z nią stało ?! - zakrzyczał przerażony strącając kubek z gorącą kawą
- Powtórzę pytanie : Czy znał pan Kaśkę Clanss ?.
- Oczywiście, że tak, ale o co chodzi ?! Czy stało się jej coś ?!
- Potwierdziło się, iż spędzał pan z tą dziewczyną bardzo dużo czasu i każda informacja na jej temat może być przydatna, proszę przyjechać do szpitala Jasielskiego na ulicy Lwowskiej. - rozłączył się
- KURWA ! - krzyknął lecąc do pokoju, przebrał szybko spodnie i wyleciał do garażu po motor. ,, O co może chodzić ?! Boże , Kaśka, w co ty się wpakowałaś ?! ''


(*)


- Pan Łukasz, prawda ?.
- Tak.
- Zapraszam - pokazał ręką mu drzwi, a potem krzesło. W pomieszczeniu byli sami policjanci
- Proszę nam powiedzieć, co robił pan dwa tygodnie temu , popołudniu .
- Tamto popołudnie spędzałem razem z Kaśką , ale proszę poczekać, o co tutaj chodzi ?.
- Czy pani Kasia, skarżyła się panu, że jest prześladowana, dostaje dziwne listy, ma myśli samobójcze i tym podobne ?.
- Niee. Znam Kaśkę od bardzo dawna, zawsze była osobą pozytywnie nastawioną do życia, nic nie mogło jej stanąć na przeszkodzie i zepsuć jej humoru ... Ale chwila... Chyba pan nie mówi, że ona popełniła samobójstwo ! - twarz chłopka zrobiła się jak ściana. Pielęgniarka przyniosła mu wody w kubku.
- Pani Kaśka była prześladowana różnymi listami i tym podobne. W ostatnich godzinach, próbowała popełnić samobójstwo, na szczęście pan Roman, ojciec, zadzwonił po karetkę. Pół godziny temu, ciało dziewczyny zostało porwane.
Łukasz podszedł do okna, chciał zaczerpnąć powietrza, nie wierzył w to co słyszy ...
- Rany Chryste ... - powiedział ostatkiem sił i stracił przytomność ... Zależało mu na dziewczynie...
- Siostro ! - zawołał komendant wychodząc na korytarz


(*)


Poczułam chłód. Obudziłam się pod starym drzewem , nie wiedziałam co ja tutaj robię. Dopiero po chwili, zdałam sobie sprawę, co się wydarzyło. Żałowałam, że nie udało mi się popełnić samobójstwa... W kieszeni spodni zaczął wibrować telefon. wyciągnęłam go : Łukasz . Nie spał ?.
- Tak ?. - zdałam sobie sprawę, że mam inny głos
- Kto odebrał ?. Halo ?. Kimkolwiek jesteś i co zrobiłeś z Kasią, nie daruję ci tego, słyszysz ?! Znajdę cię ! Zabiję cię ! - rozłączył się ... O co mu chodziło ... ?. Dobrze nie rozłączył się jeden dzwoni ktoś inny ... Nieznany numer
- Halo ?. - spytałam z chrypką. Mój głos wydawał się starszy, jakby należał do 50-cio letniego mężczyzny .
- Ty sukinsynu jebany , mówiłam ci, żebyś się odpierdolił, zobaczysz , jak cię komisja rozjebie ! - usłyszałam głos Pats i Caroline.
- Aha, miło mi, że wyzywacie swoją koleżankę - starałam się, by mówić nie chrypiąc
- Kaska , nic ci nie jest ! Jakie szczęście ! Gdzie jesteś ?!
- Nie mam pojęcia... W jakimś starym lesie...
- Mroczny Jar... Czekaj tam ...
Kolejna się rozłączyła.. Wstałam z kolan , powoli łapiąc równowagę. Chciałam się przejść po okolicy , może znajdę drogę ?.
Przedzierałam się przez setki krzaków, liści... Przeskakiwałam, przez kamienie, te mniejsze i te większe... Wreszcie z oddala ujrzałam starą chatkę z drewna, może akurat, ktoś tam mieszka, to, mogłabym poczekać, na polu zaczynało padać.. Usłyszałam parę krów i gdy podeszłam bliżej, zauważyłam bydło. Ktoś musiał dbać o rolę.
Zapukałam cicho do drzwi, lecz nie usłyszałam chociażby szmeru, oprócz muczenia krów. Może śpią ?. Zapukałam jeszcze raz i poczułam czyjąś rękę na ramieniu
- A gdzie ty ten swój nos wkładasz, co ?! Czego tutaj szukasz ?! - ujrzałam mężczyznę na oko na metr sześćdziesiąt ubranego w koszulę w kratę i stare poprzecierane jeansy.
- Ja ... Ja ... Ja tylko ... No ... Szukałam schronienia... Przed ... Deszczem .... Przepraszam, jeżeli przeszkodziłam... - wyjąkałam patrząc na mężczyznę. Gdzieś już widziałam tę mordę, tylko nie mam pojęcia gdzie...





Przepraszam, za krótką notkę, ale śpiąca jest, a wymyślałam ją pół nocy i o 04:13 chyba spać można pójść ;3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz