środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział V

ROZDZIAŁ V
CZYLI
MROCZNY JAR




Próbowałam sobie przypomnieć skąd kojarzę twarz... Zaczęłam cofać się do tyłu, bez pośpiechu, starając się ignorować złowrogie i pełne złości spojrzenie gospodarza. Przyjrzał mi się uważnie, a potem rozglądnął się po urwiskach wokół
- Nie chrzań. Nie mogłaś tutaj zejść.
Nie odpowiedziałam. Czując ścianę za sobą już próbowałam wyminąć przeciwnika i przypadkiem zahaczyłam o jego ramię.
- Mówię do ciebie, dziwko ! - warknął. Uderzenie pozbawiło go na chwilę równowagi, ale zwinnie jak kot stanął na nogach, podchodził do mnie... Z całej siły popchnęłam zaskoczonego mężczyznę, no wiecie... Samoobrona... Zerwał się i obrócił z taką szybkością, że zlał się w kolorową plamę. W ułamku sekundy stał przy mnie, a palce lodowatej dłoni zaciskały się na moim gardle.
- Trzymaj łapy przy sobie, żałosny sukinsynu... I nie waż się mnie dotykać... Nigdy, bo gołymi rękami wyrwę ci serce i podetrę sobie nim dupę.
Rozległ się cichy szczęk metalu i poczułam coś gorszego, niż lodowate ręce na moim gardle, kiedy lufa pistoletu znalazła drogę do mojego gardła.
- Chcesz się zabawić , patałachu ?. - warknęłam zadławionym głosem
Jego oczy ściemniały i świdrowały moje przez dłuższą chwilę.. Czułam jego głód, potężną moc... Zrozumiałam, że nie jest zwykłym człowiekiem..
- Weź swoją łapę, z mojego gardła, patałachu, albo pomaluję niebo resztkami twojego mózgu - na ułamek sekundy, zacisnął palce jeszcze mocniej, ale widząc zmianę koloru moich oczu, błyskawicznie cofnął rękę. Myślałam, że dał sobie spokój.. Ale nie.. Poczułam zaraz, że mój kręgosłup wygina się w nienaturalny sposób, poczułam ogromny ból przewracając się na ostre kamienie, nade mną stanął owy mężczyzna, ale jego twarz... Zmieniała się, z ludzkiej, w .. Zwierzęcą.. Już wiedziałam, skąd znałam tę mordę.. To był ten mężczyzna ze snu..
- Jakby ci w ogóle zależało na tej suce. - usłyszałam za sobą czyjś głos, ale nie miałam sił, żeby bawić się w ,, Kto mówi '' ...


(*)


Caroline obserwowała mnie, jak wstaje i wychodzę do łazienki spryskać twarz zimną wodą. Pojawiłam się z powrotem po niecałej minucie, z ręcznikiem w ręku. Weszłam do pokoju, oparłam się plecami o framugę , zabolało jak diabli.
- Nie mogę uwierzyć, że ta rozmowa w ogóle ma miejsce - powiedziałam - Jakoś nie mieści mi się w głowie, że potrafię rozmawiać o wampirach.
- Witaj w moim świecie.
- Cholera, teraz to tez mój świat... Nie mogliście mnie w to wciągnąć od razu ?.
- Myśleliśmy, ze Ci nic nie grozi.. To wszystko przez ...
Pokręciłam głową
- Nie, Caroline, proszę oszczędź mi tego .. - przerwałam jej - Nie staraj mi się wmówić, że to jest w jakiś sposób powiązane z tym, co się wtedy stało ... Odmawiam , rozumiesz ?! Nie chcę nic wiedzieć, na ten temat... - podeszłam do krzesła i ciężko na nie opadłam - Chryste, już dobrze... Opowiedz mi o wszystkim...
I Caroline mi opowiedziała...
- Chcesz mi powiedzieć, że ten mężczyzna ...
- Zargon ...
- Dobrze, że Zargon był wampirem ... ?
- Nie.. On jest czymś o wiele gorszym - popatrzyła na mnie przez swoje granatowe oczka.


(*)


Spoglądam na klepsydrę w gazecie. I na cmentarz. I na klepsydrę. I na godzinę. Czas i miejsce się zgadzały. Ciekawe czy akcja będzie. Westchnąłem. I żwawo wmaszerowałem na teren cmentarza. Mam nadzieje, że nie spóźniłam się na pogrzeb. Zbytnio. Zastanawiam się jednak, po co przyszłam ... ?. Ah tak, byłam zamieszana w śmierć znajomego ze szkoły...
Poprawiam kołnierz od płaszcza. Paskudna pogoda. Pada od trzech dni. Jakby niebo płakało nad tragedią, jaka się rozegrała, którą była śmierć Creepa. Podchodzę do rodziny. Staję. Odnotowuje ich zdziwione spojrzenia. Nic dziwnego. Wysoka dziewczyna w długim płaszczu z postawionym kołnierzem i kapeluszem wzbudza podejrzenia. Ale nie odezwą się. Wiem, że nie.
Mrok kapelusza skrywa moje oczy. Nie widzą mojego wzroku. A ja stoję i patrzę. Widzę jak matce ciekną łzy, jak ojcu łzy ledwo zatrzymują się w kącikach oczów. Jak dwie ciotki płaczą. Zastanawiające jest to, czy to tylko gra pozorów w tej rodzinie, czy prawda. Młodsza siostra płacze. Szlocha. Co do niej mam pewność, że nie udaje. Dziesięciolatki nie są tak wyrafinowane. Spoglądam na trumnę. Drewniana. Dębowa. I na krzyż. Jego imię i nazwisko. Data urodzenia. Wszystko. Pogrzeb się kończy. Ksiądz i ministranci odchodzą. Zostaje tylko zakład pogrzebowy, dyskretnie stojący na uboczu i zasłaniający kolegę który pali papierosa. I rodzina. I ja.
Stoimy.
Mokro. Zimno. Płaszcz zaczyna mi przeciekać.
Rodzina odeszła. Grabarze zasypali grób i poszli.
Ja stoję i myślę.
Zapada ciemność. Stoję dalej.
Gdzieś w oddali rozlega się dzwon kościelny. Wybija dwunasta.
Nie mogę odejść, coś mnie trzyma...


(*)


Jest coś po 2 w nocy, idę sama pustymi ulicami. Jeszcze 10 minut i będę w domu.. Uśmiechnęłam się na samą myśl.
Jest, przekręcam klucz w drzwiach. W domu czuć ciepło, to dobrze, noc jest zimna dzisiaj.
,, Wrócę w czwartek, przepraszam.
Buziaki.
Tata. ''
5 dni znowu sama w domu, chyba muszę się do tego przyzwyczaić.. Rzuciłam płaszcz w przedpokoju i poszłam do łazienki. Rozebrałam się i weszłam do wanny pełnej cieplutkiej wody i puszystej piany. Słyszę nagle dźwięk dzwonka mojego telefonu, ale nie odbieram, nie teraz. Dzwonek ustał. znów telefon daje o sobie znać. Kurwa, może to coś ważnego ? No dobra, odbiorę. Wyjęłam go ze spodni, ku mojemu zdziwieniu na wyświetlaczu pokazuje że dzwoni nieznany numer. Odebrałam i usłyszałam tylko jakieś trzaski, pewnie jakieś dzieciaki się bawią. Nie zwracając sobie tym uwagi rozłączyłam się. Zaraz znowu ktoś dzwoni.
- Kaśka, to ty ?. - usłyszałam znajomy głos
- Tak, to ty przed chwilą dzwoniłeś ?.
- Tak, ale cholera, wiesz jak ciężko się do ciebie dodzwonić ?.
- Oj Łukasz, Łukasz... - usłyszałam po chwili jakieś łomoty w domu
- Co to było ?. Robisz melanż beze mnie ?. - spytał ze śmiechem
- Ciii ! - spanikowałam niesamowicie, strach wrył mnie w podłogę, poczułam zimny dreszcz... Wytężyłam słuch i wzrok... Kto jest w mieszkaniu ?. Dotarł do mnie przeraźliwy dźwięk, ktoś lub coś szło.. A raczej szurało w moją stronę. Nie chciałam, ale musiałam odwrócić się żeby zobaczyć co się dzieje ! To, stało tuż za mną... Dyszało na moje nagie ciało... Było skulone i ohydnie pokrzywione, widziałam tylko blask czarnych ślepi które penetrowały mnie z góry na dół,wyszczerzyło swoje ostre kły, wyciągnęło w moją stronę długie szpony, które zaciskały się na moim ciele. Nie mogłam się ruszać
- Przywłaszczyłem cię... - wychrypiał . Zesztywniałam ... Sparaliżowało mnie... Nagle usłyszałam jeszcze jeden odgłos w domu, głośniejszy.. Z wielką paniką do zielonej łazienki wpadł Łukasz w kijem bejsbolowym. Zaczął prać czarne coś, aż to ... Rozlało się i wyparowało w powietrze... Chłopak wziął ręcznik z blatu obok umywalki i owinął mnie. Rozpłakałam się i rzuciłam mu się na szyję
- Chyba sobie podarujesz kąpiel dzisiaj... - wyszeptał i wziął mnie na ręce kierując się w stronę kuchni - Głodna ?. - spytał patrząc na mnie. Nawet nie czekał na odpowiedzieć, tylko podał mi paczuszkę z chińszczyzną siadając obok mnie na blacie.
- Jak się czujesz ?. - popatrzył na mnie pełen troski, gdy skończyłam jeść
- Trochę lepiej, dziękuję - oparłam się na jego ramieniu czując, że odpływam. Chyba to zauważył, bo wziął mnie znowu na ręce i zaniósł do pokoju. Wyciągnął mi starą rozciągniętą piżamę i rzucił mi ją. Podeszłam do kąta przebrać się, gdy Łukasz ścielił łóżko
- Zapraszam do spania - zaśmiał się odchylają mi kołdrę. Posłusznie niezgrabnie wpełzłam do środka, a on położył się obok mnie
- Nie idziesz spać ?. - spytałam tuląc się w jego klatkę piersiową
- Nie, mam zamiar pilnować ciebie - stwierdził z uśmiechem na ustach i przez chwilę wydawało mi się, że ma kły.. Jak u wampira...





---------------------------------

Rozdział gówniany. xd
Ale chciałam coś dodać, zanim nie będę miała czasu. Pati , wiem zayebiesz mnie za tak chuyowy rozdział, no ale cóż ;p

------------------------------

Przepraszam, gdy wejdziesz do pokoju i zobaczysz mnie na sznurze, z głową spuszczoną do dołu ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz